Tym postem rozpoczynam nowy cykl na moim blogu, w którym w luźnej formie będę opowiadać o klasykach, ekranizacjach książek oraz wszelkich zjawiskach związanych z książkami i kulturą.
Pierwszy post z cyklu poświęcam znanej i bardzo lubianej powieści Jane Austen "Duma i uprzedzenie"
Ocena: 4/10
Cała fabuła "Dumy i uprzedzenia" opiera się na tym, że młode kobiety chcą znaleźć sobie bogatego męża...
Uprzedzając wszelkie pytania wiem, jakie konwenanse panowały w czasach, w których dzieje się akcja powieści.
Zanim przejdę do bohaterów, (Na, których temat można napisać książkę) powiem wam, co nie pasowało mi w fabule.
Po pierwsze i najważniejsze: NIC SIĘ NIE DZIAŁO
Mamy bale, nieznaczące pogadanki, zachwyty nad oficerami i szukanie męża. Wszystko napisane w niezwykle nużący sposób.
Nie powiem pani Austen miała przyjemny styl pisania, ale nie zgodzę z twierdzeniem, że na każdej stronie "Dumy i uprzedzenia" można znaleźć godny uwagi cytat.
Sama znalazłam dwa:
"Wydaje mi się, że to pióro nie odpowiada panu. Pozwól, proszę, bym je zatemperowała. Znakomicie temperuje pióra".
"Po cóż innego żyjemy, jak nie po to, by być przedmiotem rozrywki naszych sąsiadów i z kolei sami śmiać się z nich?"
Śmiech jedyną emocją.
Gdy sięgam po klasyk czy po młodzieżówkę, po jakiśkolwiek gatunek zawsze oczekuję doświadczeniu różnych uczuć.
Przy "Mistrzu i Małgorzacie" albo się śmiałam, albo pękałam z podziwu, zachwyt się ze mnie wylewał, było mi smutno, byłam skonsternowana, byłam zła. Nic przy czytaniu powieści pana Bułhakowa, czy przy "Ogniu i mieczem" Henryka Sienkiewicza nie było dla mnie stałe. Przy "Dumie i uprzedzeniu" trochę się śmiałam, ale przez większość czasu nic nie czułam. Ta historia jest dla pretensjonalna.
Jedyni nieirytujący bohaterowie to: Darcy i pan Bennet.
Narrator przez całą książkę stara nam się w mówić, że Lizz jest inteligenta, silna i nie zależy jej na opinii ludzi, których nie poważa, ale ona poważa wszystkich i obrusza się, gdy obcy facet mówi swojego koledze, że uważa jej urodę za przeciętną. Nie zależy jej na opinii innych, ale zamiast wyluzować ciągle zwraca uwagę matce i siostrom jakby nie pozwolić im żyć swoim życie.
Jane Bennet jest krucha niczym porcelanowa laleczka i tak samo nijaka.
Wiecie, co mnie najbardziej zdenerwowało przy czytaniu? To, że starano się ukazać w złym świetle nieodznaczającą się urodą, ale kształcącą się Mary Bennet.
Czytając miałam wrażenie, że autorka chce na siłę pokazać, że Mary jest głupia. Bo przecież nie spędza czasu na pustych rozmowach i nie biega za oficerami. Czyta, uczy się, robi pożytek ze swojego mózgu.
"Klasyk romansu"
Powyższe stwierdzenie zawiera dwa słowa, które mają się nijak do powieści pani Austen.
"Duma i uprzedzenie" jest obyczajówką. To, co można nazwać romansem pojawia się dopiero pod koniec.
Nie uznaję "Dumy i uprzedzenia" za klasyk.
Według słownika klasyk to: "ogół dzieł uważanych za podstawowe, reprezentatywne i najcenniejsze w literaturze i sztuce"
Czym jest dla mnie?
Dla mnie klasyk to dzieło posiadające nadal aktualne wartości. Posiadający przekaz, który mimo upłynięcia kilku stuleci nie traci na wartości. Klasyk powinien dać do myślenia.
Książka jest klasykiem, gdy możemy ją polecić do przeczytania niezależnie od preferencji i zainteresować danej osoby.
"Duma i uprzedzenie" (przynajmniej dla mnie) nie ma osobie urodzonej w obecnych czasach nic do przekazania. Świat się zmienił, obyczaje się zmieniły, kobiety się zmieniły.
Mimo, że nie lubię tej książki mogłabym ją polecić osobie, dla, której literatura kobieca jest miłością życia. Poleciłabym ją osobie, która lubi ten okres historyczny, ale nikomu więcej.
Jedyne co wyniosłam z tej książki jest docenienie faktu, że urodziłam się w XXI wieku.
Na zakończenie ten post nie miał na celu obrażenia kogokolwiek. Jest to tylko moja opinia.
