.

.

sobota, 12 stycznia 2019

Postanowienie na rok 2019 i podsumowanie roku 2018

Hej! 
Właśnie mija drugi tydzień nowego roku, więc należy wreszcie podsumować rok poprzedni, a był to okres ogólnie udany. 
Przeczytałam mniej książek niż zazwyczaj, bo 55, ale były to w większości naprawdę dobre pozycje. Aż sama jestem tym zdziwiona.  
Na początek, jednak zanim opowiem wam o najlepszych  książkach tego roku, przedstawię wam moje czytelnicze postanowienia na 2019. 

  • Pierwszym postanowieniem na ten rok, który był także postanowieniem zeszłorocznym,jest przeczytać klasyk na każdą literę alfabetu. Ostatnio nie udało mi się tego wyzwania zrealizować, ale naprawdę dobrze się przy jego wypełnianiu  bawiłam i była to też świetna motywacja.
  • Drugim wyzwaniem jest przeczytać 12 książek popularnonaukowych. Tematyka dowolna, ale nie będę do nich zaliczyć pozycji traktujących o historii, bo książek w tej tematyce ze względu na  olimpiadę w przyszłym roku, przeczytam bez żadnego postanowienia całkiem sporo. 
  • Zacząć czytać książki po angielsku. 
  • Zrealizować do końca listę książek, które chce przeczytać, którą tu publikowałam - link
  • Chce w tym roku poczytać trochę książek nagradzanych  w różnych konkursach jak np. Nike czy Booker 
  • Czytać więcej literatury nieanglojęzycznej.
  • Tradycyjnie, chyba już czwarty rok z rzędu na goodreads ustawiłam sobie challenge na 100 książek i pewnie czwarty rok z rzędu go nie zrealizuje, ale co tam:) 

Najlepszych książek tego roku, wyłoniłam dziesięć i są to: 

10. "Wszyscy patrzyli, nikt nie widział" Tomasz Marchewka 

Okładka książki Wszyscy patrzyli, nikt nie widział

Ta powieść otrzymała ode mnie siedem gwiazdek na LC, bo jest to idealny przykład książki rozrywkowej, ale nie głupiej i nie źle napisanej. Autor stworzył dobrze wykreowany świat, który nie jest nie wiadomo jak rozległy, bo  skupiamy się tu na mieście Hausenberg, jednak to miasto żyje, podobnie jak jego bohaterowie. Dostaliśmy tu kilkoro dobrze rozpisanych postaci, którzy nie rażą nas swoją infantylnością. Warsztatowo jak na debiutanta jest świetnie. Tomasz Marchewka ma w piórze niewymuszoną lekkość. Sama historia jest ciekawa i logiczna, nie mamy tu niepotrzebnych, durnych plot twistów, ani nadmiernego rozwlekania akcji. 

9. "Sklepy cynamonowe" Brunon Schulz 

OkÅ‚adka książki Sklepy cynamonowe 

Schulz oczarował mnie swoim stylem. Piękny, magiczny, swobodny język i niestety o tych opowiadaniach nic więcej powiedzieć nie mogę. Jest to pozycja trudna i  mało z niej zrozumiałam. 
Planuję w wakacje przysiąść do niej ponownie z jakimś porządnym opracowaniem i  ją rozgryźć.
Jednak dla samego języka, warto było się z nią zapoznać. 

8"Czarnobylska modlitwa" Swietłana Aleksijewicz 

Okładka książki Czarnobylska modlitwa. Kronika przyszłości


Reportaż poruszający i dający wiele do myślenia na jakby się wydawało banalne tematy jak nieudolność  i brak wyobraźni prowadzi do tragedii, o tym, jak mało warte jest ludzkie życie w oczach innych ludzi, o przywiązaniu do rodzinnej ziemi, o tym jak ludzi niewiedza prowadzi do strachu, a nawet nienawiści. Trochę też przypadkowo obrazuje nam postać Homo sovieticusa, człowieka bezgranicznie ufającego we władze i  w to co,ona robi. 
Pani Aleksijewicz tą pozycją uświadomiła mi, że reportaż też może być dobrze napisany. "Czarnobylska modlitwa" jest napisana przepięknie, w taki typowy melancholijno-wschodni sposób. 

7. "Ceausescu. Piekło na ziemi" Thomas Kunze


Okładka książki Ceausescu. Piekło na ziemi

Ta biografia poza tym, że jest dobrze napisana, jest też doskonałym źródłem wiedzy, nie tylko na temat samego Nicolae, ale też na temat historii Rumunii w XX wieku oraz otrzymujemy sporo informacji o bloku wschodnim i jego przywództwach. 
Jest to biografia ogólnie obiektywna, pan Kunze powstrzymuje się  od oceniania, choć miejscami robi drobne przytyki wobec Rumunów, którzy przez długi czas pozostawali zupełnie bierni wobec opresyjnej władzy.  

6. "Młyn do mumii" Petr Stancik 


Okładka książki Młyn do mumii

Na LC zaraz po przeczytaniu tej powieści napisałam to: 

"Młyn do mumii" Petra Stancika jest książką interesująca, ze względu na swoją oryginalność. Nie jest to kryminał, czy thriller o seryjnym mordercy, który zabija swoje ofiary w wyjątkowo okrutny sposób. Wątek kryminalno-thrilerowy jest tylko pretekstem do tego, żeby w niezwykle plastyczny, kunsztowny sposób pisać o jedzeniu. Tak, jedzenie jest główną osią fabuły "Młyna od mumii". Na 10 stronach spokojnie przeczytamy co najmniej jeden opis finezyjnego i wymyślnego dania, jakie nas bohater zjada. Oczywiście, obowiązkowo zostajemy poinformowani jaki rodzaj piwa nasz bohater popija po sutym posiłku. I tak ciągnie się powoli akcja. W krok, w krok za naszym komisarzem poznajemy Pragę i to nie tylko od strony kulinarnej. Przechodzącą od jednej knajpy do drugiej, od burdelu do burdelu, od pracy, przez spotkanie z przyjaciółmi do odwiedzin u rodziny ukochanej. W międzyczasie próbując rozwiązać zagadkę mordów listonoszy ( Nie za często, bo nadmierna praca szkodzi) podziwiamy Pragę, to dziwne zaklęte w czasie miasto, oczami człowieka, który tutaj się urodził, żyje i najpewniej umrze. Opisy miasta nie są, niestety tak fantazyjne, jak opis kolacji komisarza Durmana, ale są równie urokliwe.Właśnie za tego praskiego ducha i czeskie poczucie humoru oraz za mistyczny obłęd, który czasem stawał się dla mnie bełkotem, ale klimatycznym bełkotem, mogę powiedzieć, że polubiłam tę książkę. Jest to po prostu powieść idealna na ciepły letni dzień czy też do piwa popijanego w praskiej browarni." 
W pełni podtrzymuje to zdanie:)
Pełną recenzję znajdziecie pod tym - linkiem

5. " Ferdydurke" Witold Gombrowicz 

Okładka książki Ferdydurke

Jest to chyba, jedna z najbardziej znienawidzonych lektur szkolnych, czemu się nie dziwię. Nie jest to typowa powieść, autor bawi się tu formą i żongluje groteską. Mnie to zachwyciło, a poza tym zgadzam się z autorem, że przed formą ucieczki nie ma, jedynie w drugą formę. 

4. "Lolita" Vladimir Nabokov 

Okładka książki Lolita

"Lolita" jest interesującym studium człowieka zaburzonego, który ze swojej ułomności zdaje sobie sprawę, i który przez większość życia skutecznie ją maskuje, ale jednak już w kwiecie wieku, dzieje się to,co się dzieje. 
Nabokov wykreował powieść niebanalną, w której nie dał głosu ofierze, pozostawiając czytelnika z wieloma wewnętrznymi sporami. 

3. "Wichrowe wzgórza" Emily Bronte 

Wichrowe wzgórza

Jest to jak na razie jedyna klasyczna powieść brytyjska, która mnie zupełnie oczarowała. Oczarowała bohaterami, historią oraz samym miejscem, w którym dzieje się akcja. 
Emily Bronte pisząc w sposób niezwykły, opowiedziała historię o sile nienawiści, miłości i zazdrości. 

2. "My" Jewgienij Zamiatin 


Okładka książki My

Pierwsza antyutopia na świecie nadal zachwyca wizją człowieka, zupełnie bezwolnego wobec władzy i wpojonej mu ideologii. 
Doskonała książka, dużo lepsza od "Nowego, wspaniałego świata" Huxleya. Zwłaszcza, jeżeli chodzi o język. Zamiatin mimo tego, że momentami ciężko się go czyta, znacznie sprawniej operuje słowem. Jego opisy są bardziej naturalne, a chaotyczność narracji w mniej więcej połowie książki, dodaje jej realistyczności. 

1. "Gepard" Giuseppe Tomasi di Lampedusa


Okładka książki Gepard

Powieść już trochę zapomniana. Zupełnie nie słusznie, bo mimo upływu lat, nadal jest aktualna. Nadal zachwyca stylem i postaciami, a zjednoczenie Włoch, nadal jest jednym z bardziej interesujących momentów XIX wieku. 


A jak wam minął rok 2018? 



poniedziałek, 17 grudnia 2018

Koniec roku Book Tag

Hej!
Dzisiaj przychodzę do was z małym tagiem na koniec roku, który szczerze mówiąc, nie wiem, kiedy upłynął.
Pod względem literackim był całkiem dobry: przeczytałam  naprawdę mało złych książek, a za to odnalazłam sporo perełek:) 



1. Czy są jakieś książki, które w tym roku zaczęłaś i musisz skończyć?

Żeby  jedną... 
Skończyć muszę na pewno "Biegunów" Tokarczuk, bo jeszcze trochę i w bibliotece zaczną się o nią upominać. 
No i muszę jeszcze dokończyć książkę pana Weeksa "Czarny Pryzmat", bo zostało mi jeszcze jakieś 200 stron. 


2. Czy masz jesienną książkę, która pomoże Ci przejść w nastrój kończący ten rok?

Taką książką jest na pewno "Dracula" Brama Stokera. Magiczny i mroczny wschód europy , ponury, XIX-wieczny Londyn oraz szajka interesujących postaci to zupełny niezbędnik na jesień. 


3. Czy jest jakąś książka, na której premierę czekasz?

Prawdę mówiąc nie śledzę premier i nie mam najmniejszego pojęcia co teraz wychodzi, więc nie. Na żadną premierę nie czekam.


4. Trzy książki, które chcesz przeczytać przed końcem roku to?

Poza dwoma tytułami wymienionymi w pierwszym podpunkcie na pewno chce przeczytać "Zbrodnię i karę" Dostojewskiego. Jestem teraz na 120 stronie i ta pozycja zupełnie mnie oczarowała, ale ze względu na obowiązki szkolne nie mam kiedy do niej przysiąść:( 
W planach mam też przeczytać biografię Piłsudskiego napisaną przez Andrzeja Garlickiego. Jest to podobnież najlepsza książka o marszałku na rynku, więc grzech jest się z nią nie zapoznać, zwłaszcza, że w tym roku przekonałam się do biografii:) 
Mam nadzieję, że uda mi sie dokończyć "Małą zbrodnie" Marka Łuszczyna, ale naprawdę idzie mi z tą pozycją strasznie opornie.

5. Czy jest jakaś książka, która mogłaby Cię zaskoczyć i stać się ulubioną książką tego roku?

Cóż, chyba każda książka, którą mam w planach dokończyć przed końcem roku(Poza "Małą zbrodnią") ma szansę stać się moim ulubieńcem


6. Czy zaczęłaś już robić czytelnicze plany na rok 2019?

Jeszcze nie, ale mam już parę pomysłów co do niego:) 


Z chęcią dowiem się jak wy byście odpowiedzieli na te pytania oraz jak wam minął ten rok? 



poniedziałek, 26 listopada 2018

"Dwór szronu i blasku gwiazd" Sarah J.Maas - Hit czy totalna klapa? (Drobne spoilery)

Znalezione obrazy dla zapytania dwór szronu i blasku gwiazd

Autor: Sarah J.Maas

Liczba stron: 320

Liczba rozdziałów: 28

Cytat: "Dałam mu siebie - w takiej formie, w jakiej nikt mnie nigdy nie widział. I nikt poza nim by nie zrozumiał."

Ocena: 5/10


Był okres(Całkiem niedawno), że wielbiłam twórczość Maas całym sercem. Bezgranicznie przyjmowałam to, co czytałam, a jakaśkolwiek krytyka jej książek była dla mnie zupełnie nieuzasadniona. Jednak jak to  w życiu bywa, gust mi się trochę zmienił i zaczęłam z większym krytycyzmem podchodzić do twórczości Sarah. Teraz mogę chyba stwierdzić, że powieści Maas stały się dla totalnym guilty read, a lektura niezwykłego Acofasu zupełnie mnie  w tym utwierdziła. 

Zacznijmy, jednak od początku wojna się skończyła i jak to zwykle po wojnie bywa, trzeba wszystko odbudować, wrócić do normalnego życia, wyleczyć się z traumy itp. No i niby wszystko fajnie, dobrze, że wreszcie ktoś porusza taką tematykę w młodzieżówkach, która zawsze skupiają się na akcji, no tylko, że tutaj się absolutnie nic nie dzieje, a rozterki głównych bohaterów są tak płytkie, że w żaden sposób, nie rekompensują nam tego. Czyli dostajemy 300 stron o niczego. 
Choć też nie dokońca, bo tu dzieje się bardzo dużo, ale są to prawie i wyłącznie pierdoły. Feyra robi zakupy, Feyra myśli o tym, co kupić wszystkim na święta, Feyra rozmyśla o tym, jaki to Rhysiądek nie jest cudowny, Feyra i Rhys myślą o seksie, Feyra myśli o tym, jak to na tym przeokropnym dworze Wiosny było jej źle i jaka to nie była uciśniona. I tak właśnie wygląda cała akcja Acofasu. 
Najciekawszy moment, na który z wytchnieniem czekałam, bo dotyczy jednej z moich bardziej lubianych postaci w tej serii, zajął trzy strony. Wiemy z niego ostatecznie, że Eris i Keir coś knują, ale nie wiemy co, jak długo już się ugadują, nie wiemy po prostu nic, bo nikogo to obchodzi, przecież ważniejsze jest kupno prezentów.
Apropo już prezentów, to akcja Acofasu teoretycznie kręci się wokół święta Zimowego Przesilenia. Podczas niego ludzie kupują sobie prezenty i spotykają się w tym dniu na obiedzie i takie tam. Brzmi znajomo prawda? Przesilenie Zimowe to nasze Boże Narodzenie tylko w wydaniu amerykańskim, czyli każdy daje sobie prezent, zje ze sobą posiłek, ale po co to wszystko nikt nie wie. Przez pół książki wszyscy mówią, jakie to nie jest ważne święto, najdłuższa noc w roku i w ogóle, ale ono nie ma żadnej genezy, otoczki, głębi, jaką mają święta w Europie. Są, bo są, ale nikt nie wie po co.Przez co to całe akcyjne  zamieszanie  związane ze świętowaniem jest jeszcze głupsze, niżby sugerował opis. 
Ale na szczęście nasza droga Feyra nie musi stać dwie godziny w świątyni;) 

Poza jakże ważnym świętem, gorącym wątkiem tej części Dworów, który niemiłosiernie spędza sen, z powiek biednej Feyrze jest jej siostra. Jedna, bo druga, moja ulubiona Elaina (Nie wiem, czemu ludzie jej nie lubią), doszła w swoim straumatyzowanym umyśle do wniosku, że najbezpieczniej jest siedzieć cicho, nie wychylać się, nie narzekać, udawać, że wszystko jest dobrze, zajmować się pracami domowymi, słuchać się Feyry, a wszyscy dadzą jej spokój. Ma dziewczyna niestety racje, bo dzięki takiej linii obrony oraz układnego charakteru wszyscy ją tolerują, bo natomiast Nesta, która uznała, że bycie w wewnętrznym kręgu Rhysa jej nie uszczęśliwia, jest przez wszystkich uważana za ostatnią *****. No bo wiecie: Jak nie jesteś z nami, to jesteś przeciwko nam;) 
Przecież, chęć ograniczenia kontaktu z rodziną jest niesamowitą zbrodnią. 
Wątek jej alkoholizmu, poznawania co wieczór nowych panów do towarzystwa oraz siedzenie jak to określiła Feyra w ruderze w okropnej dzielnicy, został potraktowany po łebkach. Cały wątek Nesty jest mały, bo jak już wyżej wspomniałam kupowanie prezentów i ciągłe myślenie o poszukiwaniu kwiata paproci jest ważniejsze. 

Wątek Nesty oraz wizyta Luciena i odwiedziny u Tamlina  utwierdziło mnie w przekonaniu, które kiełkowało już we mnie od jakiegoś czasu, że najbardziej negatywnymi postaciami tej serii są Rhys i Feyra. Ich czarno-biała wizja świata, w której są tylko dobrze i tylko źli(Oczywiście oni zaliczają się o tej pierwszej grupy), mówienie z całkowitym spokojem i przekonaniem o swojej racji, że IM SIĘ NALEŻAŁO, stawianie sobie za nie wiadomo jakie osiągnięcie tego, że kogoś jeszcze nie zabili, no bo przecież mu się NALEŻY! W rozumieniu Rhysa i Feyry szarość nie istnieje, jesteś albo słodki, dobry i uroczy, albo jesteś totalnym złamasem, złolem i należy Ciebie spalić żywcem. Wybaczenie, popełnienie błędu, druga szansa, wykracza daleko poza słuszną moralnością naszych bohaterów. 
Najgorszym, jednak w tej książce jest to, że autorka, zamiast spróbować pokazać, że nasz główny duet nie jest idealny, ma swoje wady, cały czas ich idealizuje, bo oni są przecież perfekcyjni, zawsze mają racje. I praktycznie nikt nie widzi w tym problemu. W "Szklanym tronie" mamy np. takiego Chaola, która jako jedyny ma odwagę powiedzieć Aelin, żeby przestała się zachowywać jak paw na wybiegu, a zaczęła  myśleć. Natomiast w Acofasie tego nie mamy, wszyscy wpatrują się w Feyrę i Rhysa jak w bogów, co jest po pierwsze denerwujące, a po drugie przy ich zupełnym braku klasy i dojrzałości, która powinna przynajmniej, cechować Rhysa jest żenujące.

Maas nadal się nie zorientowała, że traktowanie osoby chorej psychicznie, czyli Tamlina jak ostatniego ***** jest słabe i szkodliwe. Naprawdę pierwszy twierdzę, że jakaś książka jest szkodliwa, ale ten wątek to kompletne zniszczenie pracy wszystkich ludzi, którzy poprzez najrozmaitsze programy, kampanie próbują uświadomić społeczeństwu istotę zaburzeń psychicznych, że to, że ktoś sobie nie radzi, nie oznacza, że ta osoba jest gorsza, że jest słaba. Co często w kontekście postaci Tamlina mam okazję czytać. Później tacy inteligenci mówią ludziom w depresji, żeby nie wymyślali, bo inny mają gorzej. No, a potem są wielcy zdziwieni, że osoba, której doradzali, się powiesiła. 

Podsumowując, żeby się za bardzo nie rozpisywać. Maas nadal jest Maas, nic się tu nie zmieniło. Obawiam się, że perspektyw na porządne rozwinięcie najciekawszych wątków, które w Acofasie gdzieniegdzie się nie śmiało pokazywały, nie mamy żadnych. Maas skupi się najpewniej na wątku miłosnym, który poprowadzi w oklepany sposób oraz na drugim "wątku",  którym się samo zaorała, tak przy okazji nadmienię.  
Mój niezawodny instynkt mówi mi, że postać Mor zostanie w kolejnych tomach sprowadzona jedynie do bycia biseksualistką oraz do swojej traumy, która zostanie płytko potraktowana. 
Eris zakończy swój żywot jako drugi Rowan.
Lucien z kimś się zwiąże. 
Droga Feyra, natomiast urodzi całe stadko Rhysiątek. 






sobota, 20 października 2018

"Ciemno, prawie noc"Joanna Bator - Perełka współczesnej prozy czy zmarnowany potencjał??


Znalezione obrazy dla zapytania ciemno prawie noc

Autor: Katarzyna Bator

Liczba stron: 528

Liczba rozdziałów: 52

Cytat: "Koty nie potrafią płakać, dlatego boli je bardziej"

Ocena: 7/10


Fabuła: Reporterka Alicja Tabor wraca do Wałbrzycha, miasta swojego dzieciństwa. Osiada w pustym poniemieckim domu, z którego przed laty wyruszyła w świat. Dowiaduje się, że od kilku miesięcy w Wałbrzychu znikają dzieci, a mieszkańcy zachowują się dziwnie. Rośnie niezadowolenie, częstsze są akty przemocy wobec zwierząt, w końcu pojawia się prorok, Jan Kołek, do którego w biedaszybie przemówiła wałbrzyska Matka Boska Bolesna. Po jego śmierci grupa zbuntowanych obywateli gromadzi się wokół samozwańczego „syna", Jerzego Łabędzia. Alicja ma zrobić reportaż o zaginionej trójce dzieci, ale jej powrót do Wałbrzycha jest także powrotem do dramatów własnej rodziny: śmierci rodziców, samobójstwa pięknej starszej siostry, zafascynowanej wałbrzyską legendą księżnej Daisy i zamku Książ. Wyjaśnianiu tajemnicy Andżeliki, Patryka i Kalinki towarzyszy więc odkrywanie tajemnic z przeszłości Alicji.

Było to moje pierwsze spotkanie z tą autorką, ale jakie obiecujące. Półfinał Literackiej Nagrody Europy Środkowej Angelus, nominacja do Gryfia, nagroda Gwarancji Kultury w kategorii „Literatura” oraz wisienka na torcie, perła w koronie nagroda Nike.

Wiem, co możecie sobie pomyśleć "nastawiła się na nie wiadomo co, a teraz jest po prostu rozczarowana", ale nie jest to takie proste.

Uważam "Ciemno, prawie noc" za dobrą książkę, która ma sporo zalet,  ale równie dużo wad.
Jest to dla mnie powieść w sporej mierze niedopracowana.

Pierwsze 180 stron było naprawdę świetne. Historia zapowiadała się ciekawie, akcja była prowadzoną powolną narracją, autorka stworzyła wiejący grozą klimat, sprawnie operowała realizmem magicznym oraz odpowiednio dawkowała napięcie, jednak po tych prawie dwustu stronach coś się zmieniło na niekorzyść. Joanna Bator zaczęła tak przerysowywać całą historię oraz dokładać nieszczęść, jakie jakby się zdawało, oplatają los naszej głównej bohaterki, że to zupełnie przytłoczyło meritum. Zostajemy w tej książce od pewnego momentu zasypywani różnymi historiami: kazirodczy związek, przemoc, zbiorowy gwałt, molestowanie i gwałcenie dzieci, a na sam koniec, już przy rozwiązywaniu się wątku głównego dostajemy bardzo niesmaczny (Delikatnie mówiąc) fragment, który autorka mogła spokojnie ograniczyć do wzmianki. Rozumiem zamysł Bator, żeby wstrząsnąć czytelnikiem, aby pojął, ile zła jest w człowieku, skoro potrafi krzywdzić istoty najmniejsze, zupełnie bezbronne i niewinne, a to zło potem żyje w nich i często przybiera monstrualne rozmiary, a ostatecznie przechodzi na innych. Jednak w tym wszystkim autorka popełniła klasyczny błąd i zapomniała, o starej prawdzie, że śmierć jednej osoby to tragedia, a śmierć tysięcy to statystyka. Przy takim nagromadzeniu przemocy, odbiorca w większości się znieczula i tak właśnie jest przy "Ciemno, prawie noc", sytuacje ostateczne podratowało świetne pióro Bator. 
Analogiczna  sytuacja zachodzi w "Wołyniu" Smarzowskiego, gdzie też mamy ogromne nagromadzenie traumatycznych wydarzeń, ale za to fabuła jest tak poprowadzona, że mimo tego wszystkiego oglądający nie znieczuli się. Będzie za każdym razem wstrząśnięty, a po skończeniu seansu będzie  prze co najmniej kilka dni odczuwał  ogromne przytłoczenie historią jaką poznał. 
U Bator tego nie ma, autorka najzwyczajniej w świecie nie udźwignęła poruszonego przez siebie tematu.

Postacie: W tym wszystkim bardzo dobrze zapowiadający się bohaterowie rozmyli się. Alicja w pewnym momencie po prostu się zacięła. Nie tchnęła  żadnej nowej myśli w fabułę, a wydarzenia, które jakby się zdawało, powinny wywrzeć na nią ogromny wpływ, pozostały dla niej obojętne. I nie mówię, może taki był zamysł autorki, że mimo wszystko z kolejami losu nie tak łatwo wygrać, ale ja w każdym razie tego nie kupuje.

Pan Kukułka poza swoim segmentem nie miał za bardzo, gdzie się wykazać, a szkoda, bo jest to postać ciekawa i myślę, że w późniejszych rozdziałach mogło znaleźć się dla niego bardziej znaczące miejsce.

Marcin przez całą książkę pozostał w dość stereotypowej roli, natomiast reszta pobocznych postaci też nie dostała większej szansy, bo mimo tego, że jest to opowieść o cechach tyczących się całej ludzkości, to autorka skupia się tu na Alicji oraz jej siostrze, których losy mimo śmierci są nadal ściśle ze sobą związane.

Styl pisania:  Język Bator, zwłaszcza na tych pierwszych stronach to była istna perełka. I nie, nie jest to język nie wiadomo jak wysublimowany, ale jest za to tak charakterystyczny, że jedno: Mogę się spokojnie założyć, że za rok czy dwa na samo nazwisko Bator pierwsze co mi przyjdzie do głowy to właśnie język, a dwa dla samego stylu warto tę książkę przeczytać.

Podsumowanie: Ostatecznie jest mi przykro, bo to jest dobra pozycja, ale po prostu czuje się, że i w samej historii i w samym piórze autorki drzemie znacznie większy potencjał.

poniedziałek, 1 października 2018

Podsumowanie miesiąca: Wrzesień 2018


Wrzesień szczęśliwie za nami, a to oznacza podsumowanie miesiąca:) 

  • Liczba zrecenzowanych książek: 0
  • Liczba zrecenzowanych filmów: 0
  • Liczba dodanych postów w miesiącu: 1
  • Liczba obserwatorów bloga: 74
  • Liczba wyświetleń od początku na blogu: 32 596
  • Liczba przeczytanych książek: 4
  • Liczba przeczytanych stron: 1608
  • Liczba przeczytanych stron dziennie: 54

1. Pierwszą przeczytaną przeze mnie we wrześniu książką były "Afery i skandale Drugiej Rzeczypospolitej" Sławomira Kopera.
Jest to pozycja popularnonaukowa, napisana prostym, ale bardzo przyjemnym stylem.
Autor przybliża nam w krótki sposób między innymi historię powstania oraz funkcjonowania Berezy Kartuskiej, sytuacje z Twierdzą Brześć, historię miłosną ostatniego przedwojennego polskiego prezydenta, zarysowuje nam jak przez parę miesięcy cała polska żyła brutalnym morderstwem pewnej lwowianki, jak życie zakończył Gabriel Narutowicz oraz raczy nas opowieścią,do jakich monstrualnych rozmiarów absurdu rozrósł się po 1935 roku kult Piłsudskiego w Polsce.
Pozycja dobra dla ludzi, którzy z historią są raczej na bakier, albo są wobec niej neutralni lub dopiero zaczynają się nią interesować.
7/10
Znalezione obrazy dla zapytania afery i skandale drugiej rzeczypospolitej


2. Po przyjemnym czasie spędzonym w Dwudziestoleciu międzywojennym przeniosłam się do współczesności, gdzie tajemnicze kociary pomagają ludziom, a rzeczywistość jest znacznie brutalniejsza, niż mogłoby się wydawać.
Chodzi mi oczywiście o "Ciemno, prawie noc" Joanny Bator.
Było to moje pierwsze spotkanie z tą autorką, ale jakie obiecujące. Nike i inne nagrody, a ostatecznie po pierwszych bardzo dobrych 180 stronach autorka zaczęła mieć problemy z narzuconym przez siebie tematem. Za bardzo przerysowała przedstawioną historię, meritum zostało zupełnie przytłoczone przez wątki, które mogłyby zostać potraktowane bardziej delikatnie, a bohaterowie, którzy bardzo dobrze się zapowiadali, rozmyli się w tym wszystkim.
Jest to mimo wszystko dobra powieść, warta uwagi, ale po książce tak nagradzanej spodziewałabym się czegoś bardziej dopracowanego i przemyślanego.

7/10

Znalezione obrazy dla zapytania ciemno, prawie noc joanna bator


3. Skończyłam "Kasacje" po długiej przerwie w czytaniu na przystanku, oczekując półtorej godziny na autobus(Pozdrawiam wszystkich dojeżdżających:D) i prawie nic z niej nie pamiętam, więc hmm... Czekam niecierpliwie na serial, Pławiak i Cielecka są warci wszelkiej uwagi:)

5/10 

Znalezione obrazy dla zapytania kasacja


4. Autorka mimo, że nie jest pisarką, piszę w bardzo przyjemny sposób, a co do samej treści dla osoby początkującej (Czyli dla mnie) w temacie pielęgnacji cery będzie to dobra baza wyjściowa, a dla osoby, która dłużej w tym temacie siedzi, raczej nie znajdzie nic odkrywczego.

7/10

Znalezione obrazy dla zapytania sekrety urody koreanek


Ulubieńcy miesiąca: 

Muzyka: 


Seriale: 

The Fall porządny, mroczny, realistyczny europejski serial o seryjnym mordercy, z  Gillian Anders i Jamie Dornanem w rolach głównych. 
Produkcja nisko budżetowa, ale świetna pod każdym względem. 

Znalezione obrazy dla zapytania the fall

A jak wam minął miesiąc? 


sobota, 1 września 2018

Podsumowanie miesiąca: Sierpień 2018


Lato oficjalnie się już zakończyło, ku mojej wewnętrznej radości, ponieważ temperatura powyżej 20 stopni zawsze wzbudza we mnie myśl, czy aby nie lepiej byłoby się wyprowadzić na antarktydę;) Nie wspominając  już o tym, że zaczynam nową szkołę, więc rozpoczęcie roku szkolnego nie wydaje mi się wcale, aż tak ponurą wizją, jak innym. 

  • Liczba zrecenzowanych książek: 
  • Liczba zrecenzowanych filmów: 1
  • Liczba dodanych postów w miesiącu: 4
  • Liczba obserwatorów bloga: 72
  • Liczba wyświetleń od początku na blogu: 31 469
  • Liczba przeczytanych książek: 6
  • Liczba przeczytanych stron: 1505
  • Liczba przeczytanych stron dziennie: 49 


1.  Pierwszą książką jaką przeczytałam w sierpniu był "Młyn do mumii". Tę właśnie książkę recenzowałam, więc nie będę się na jej temat rozpisywać - link 

7/10 

Znalezione obrazy dla zapytania młyn do mumii


2.Po "Młynie" sięgnęłam po chyba pierwszą książkę antyutopijną jaka powstała. Napisana w 1920 roku przez Rosjanina Jewgienija Zamiatina powieść "My" jest niezwykle trafną obserwacją społeczeństwa oraz ukazania jak niektóre zdawałoby się błahe wady człowieka, mogą doprowadzić do powstania "szczęśliwego" totalitaryzmu. 
Gorąco polecam, choć momentami ciężko się czyta, co jednak nie przeszkodziło mi w przeczytaniu tej książki w dwa dni. 
9/10 

Znalezione obrazy dla zapytania my jewgienij zamiatin


3. "Wichrowe wzgórza" Emily Bronte są jak na moją obecną sytuację czytelniczą, najwybitniejszą angielską powieścią(Dickens wciąż przede mną). 
Wielowątkowa, wielowarstwowa oraz przepięknie napisana.  
Arcydzieło literatury światowej. 
Zainteresowanych dokładniejszą opinią  zapraszam na moje Lubimyczytać, tam się bardziej rozpisałam, a w niedługim czasie przymierzam się do osobnego postu na temat tej książki. O powieści Zamiatina też pojawi się osobny post. 
10/10 

Znalezione obrazy dla zapytania wichrowe wzgórza


4. "W szponach mrozu" Richelle Mead jest równie dobrą książką jak pierwsza część. Warsztat nadal jest dobry, bohaterowie są cudowni (Adrian<3), fabuła wciąga i zdecydowanie można przy tej książce miło spędzić czas:) 
7/10 


Znalezione obrazy dla zapytania w szponach mrozu

5."Niewidzialne miasta" Italo Calvino jest trudną książką, ponieważ jest to zbiór rozmów między Marco Polo i  Kubłaj-chanem oraz przede wszystkim wiele opisów różnych wymyślonych miast. To wszystko ma ogromne filozoficzne podłoże, nad którym rozmyślać i interpretować można by do woli. Na ten moment Calvino okazał się dla mnie za trudny. Spróbuje do tej książki wrócić za parę lat, może wtedy zrozumiem z niej więcej. 

Znalezione obrazy dla zapytania niewidzialne miasta


6."Epifania Wikarego Trzaski" jest pierwszą książką Twardocha, po jaką sięgnęłam. Było to udane spotkanie. Twardoch pisze w sposób lekki, dla niektórych może nawet za lekki. Nie umniejsza to jednak ciekawej, przemyślanej fabule, która w niedługi sposób opowiada o wierze i o śląsku. 
8/10 

Znalezione obrazy dla zapytania epifania wikarego trzaski


Jestem bardzo ciekawa jak wygląda wasze podsumowanie miesiąca oraz jak zapatrujecie się na koniec wakacji;) 

czwartek, 23 sierpnia 2018

"Młyn do mumii" Petr Stančík - czeski kryminał z jedzeniem w roli głównej

Znalezione obrazy dla zapytania młyn do mumii

Autor: Petr Stančík

Liczba stron: 341

Liczba rozdziałów: 52

Cytat: "w czasach, kiedy Niemcy jeszcze porozumiewali się na drzewach bekaniem, Czesi już pisali wiersze."

Ocena: 7/10 


Fabuła: Nadchodzi nowy rok. Kiedy praski Orloj wybija północ, odkryta zostaje bestialska zbrodnia. Śledztwo w tej sprawie prowadzi ekscentryczny komisarz Durman. 

Czy jego nietypowe metody doprowadzą do ujęcia sprawcy? Jak powstrzymać mordercę, który zawsze o krok wyprzedza policję? I czym jest tajemnicze Ordo Novi Ordinis?


"Młyn do mumii" Petra Stančíka wbrew opisowi od wydawcy nie jest kryminałem, więc jeśli ktoś, po opisie, spodziewa się historii ala Sherlock Holmes osadzonej w Pradze, a nie w Londynie to srogo się zawiedzie. 
Wątek kryminalny jest dopiero na drugim, a nawet trzecim planie. Nasz główny bohater, poświęca bardzo mało czasu nad rozwiązaniem zagadki tajemniczych morderstw. Znacznie bardziej frapuje go jedzenie, jego ukochana narzeczona oraz odwiedziny w domu uciech. 
Ostatecznie cała sprawa z morderstwami wycieka, kiedy autor chce popchnąć fabułę do przodu, albo wprowadzić jakiś nowy wątek. Wtedy komisarz Durman przypomina sobie o pracy i przypadkiem wyruszając w pościg, za uciekającym podejrzanym jest świadkiem czy raczej uczestnikiem zupełnie nadprzyrodzonej sytuacji, która jest jedynym dużym mistycznym wątkiem w "Młynie do mumii". 

Thrillerem powieść Stančíka też nie jest, bo jedyne co jest w niej strasznego, to wyjątkowo wymyślne sposoby mordu jak np. zakopanie ofiary żywcem pod  brukiem miasta. 

Natomiast tym, co zgadza się zupełnie, ze sloganem z okładki jest jedzenie. "Jednak najpierw pozwolił sobie zjeść na obiad w restauracji hotelu tutejszy specjał - znaną w całej okolicy roladę drobiową. To skrzydlate danie powstawało tak, że do wypatroszonego indyka wkładano gęś, do niej kaczkę, a do niej jeszcze przepiórkę, a przestrzenie między ptakami wypełniano czterema różnymi nadzieniami - z indyczych, gęsich, kaczych i przepiórczych jaj. Całość potem przez dwa dni wędzono powoli nad bukowym dymem. Do plastrów rolady, które swoimi warstwami przypominały Durmanowi wypolerowane jaspisy z kaplicy świętego Krzyża w zamku Karlsztejn, podawano drobne kluski ziemniaczane, dla wyraźniejszego smaku gotowane w wywarze z kury.Ucztę komisarz zakończył szczególnym, acz wielce wysublimowanym deserem - pieczoną słodką kiełbaską wypełnioną wieprzową krwią, mieloną wątróbką, piernikiem i marcepanem." Sceny erotyczne są pisane z podobną fantazją i polotem.  


Podobne opisy czy to jedzenia, czy seksu, choć już trochę mniej rozbudowane w porównaniu z powyższym, znajdziecie  co kilka stron, poprzeplatane z makabrycznymi opisami zwłok. Estetyzm i turpizm są tu idealnie wyważone i zespolone w doskonałą całość. 

Petr Stančík, nie zapomniał wpleść też wielu historycznych smaczków od premiery Brandenburczyków w Czechach, przez niezwykłe czeskie osobistości jak poeta Jan Neruda, kompozytor Smetana czy pokazany w typowy dla siebie sposób Leopold von Sacher-Masoch.

Akcja "Młynu do mumii" jak już zdążyliście zauważyć,  jest powolna, bez porywających zwrotów akcji. Mimo tego wciągnęłam się w przedstawioną przez Stančíka historię. Powodów jest kilka i każdy z nich przedstawię w dalszej części recenzji.  

Pierwszym z nich jest zdecydowanie humor. Cudowny czeski humor, który obok upodobań kulinarnych i życia łóżkowego Durmana jest głównym członem powieści, równie często spotykanym. Mało kto nie zaśmieje się nad brawurową i pełną odwagi sceną pościgu podejrzanego przez obżartego komisarza Durmana, czy też nie parsknie śmiechem, gdy dowie się, do czego pewnemu mężczyźnie, potrzebne są poszewki. 

Najwięcej uroku "Młynowi do mumii" dodaje Praga. Opisów tego niezwykłego miasta podczas lektury nam nie zabraknie, choć mogłyby być bardziej drobiazgowe. Mimo tego klimat czeskiej stolicy został według mnie fantastycznie oddany. 

Postacie: Oprócz komisarza Durmana mamy wielu drugoplanowych i pobocznych postaci. Ani oni, ani nasz główny bohater nie ma oszałamiającego portretu psychologicznego. Wiemy o nich tyle ile nam potrzeba wiedzieć. Na podstawie skąpych informacji oraz ich zachowania w co poniektórych sytuacjach jesteśmy w stanie stworzyć w naszej głowie ich obraz. Jaki miej więcej, mają charakter oraz jak będą zachowywać się, kiedy zostaną postawieni  w konkretnej sytuacji. 
Nie jest to w żadnym razie wada, jakby mogło się wydawać. Podczas czytanie tego kompletnie nie dostrzegamy. W żaden sposób nie zuboża to lektury. 
Postacie zdecydowanie zaliczam do plusów, ponieważ są na swój sposób czarujący. 

Styl pisania: Kolejny atut "Młyna do mumii" to kunsztowny i wyrafinowany język Petra Stančíka. 
Przebogaty, estetyczny, humorystyczny sposób, w jaki został napisany "Młyn do mumii" sprawił, że nie mogłam się oderwać od czytania, bo było to niezwykle przyjemne doświadczenie. 
Mimo drobiazgowej maniery pisania czytało mi się lekko i szybko. Pokuszę się nawet o stwierdzenie, że nawet dla samego języka warto zapoznać się z tą czeską powieścią. 

Oprawa wizualna:   Okładka jest prześliczna. Piękno i brzydota idealnie połączone. 

Podsumowanie: "Młyn do mumii" podobał mi się z wielu względów i bardzo żałuję, że w Polsce nie wydano innych powieści Petra Stančíka, jednak zdaje sobie sprawę, że wielu osobom ta powieść nie przypadnie do gustu, o czym świadczy niska ocena na LC, przez którą boli mnie serce, ale jest to na tyle specyficzna książka, że jestem w stanie to zrozumieć. 
Ostatecznie żywie nadzieję, że kogoś zachęciłam po sięgnięcie po tę pozycje.