.

.

wtorek, 17 marca 2020

"Kobiety, które kochał Bóg" Maria Miduch

 


Autor: Maria Miduch

Liczba stron: 256

Cytat: "Miarą dojrzałości mężczyzny jest umiejętność dostrzeżenia niesamowitej roli, jaką w dziele zbawienia, w codzienności, w zwykłym i niezwykłym życiu Bóg przeznaczył kobiecie. Historie kobiet w Biblii, to nie dodatek dla pań, by i one znalazły coś dla siebie w dziejach zdominowanych przez mężczyzn. To integralna i ważna - na równi z innymi opowiadaniami - historia zbawienia."

Ocena: 7/10

Fabuła:  Biblia – historia zakochanego Boga
Dlaczego w drzewie genealogicznym Jezusa znajdziemy imiona Tamar, Rachab czy Batszeby, mimo że tradycyjne rodowody raczej pomijały kobiety? Dlaczego wbrew starożytnym obyczajom to właśnie one miały często decydujący wpływ na losy Izraela?
Część z nas przez krew, a część przez wiarę jest uczestniczkami dziedzictwa biblijnych kobiet. Warto je poznać, warto odkryć nasze korzenie. One wcale nie są aż tak odległe ani archaiczne. Kiedy spotykamy się z nimi twarzą w twarz, serce w serce, okazuje się, że ich rozterki, radości, smutki, upadki i próby powstania są nam bardzo bliskie.
Źródło: Lubimyczytać 

Maria Miduch w swojej książce przybliża nam postacie biblijnych kobiet. Na podstawie informacji, czasami zaledwie kilku wersetów, zawartych w Piśmie Świętych rekonstruuje ich historie. Za sprawą tego z kart jej książki wyłaniają się nam postacie z krwi i kości. Wbrew pozorom niebędące chodzącymi ideałami. 
Postacie kobiet odtworzone przez Miduch, często zachowywały się  niewłaściwe. Czy też  podejmowały decyzje, które zwłaszcza w czasach Starotestamentowych, mogły budzić kontrowersje.  Bo, któż mógłby wtedy pomyśleć, że to kobieta może wykazać się większą odwagą i sprytem niż mężczyzna?
Maria Miduch swoją pracą próbuje nam zaprezentować, że mimo ogromnego upływu czasu, historie biblijne nie straciły na aktualności. Problemy, jakie dotykają starotestamentowych kobiet, nadal dotykają wielu ludzi. Bezpłodność, samotność, brak szacunku, brak wiary w siebie, przedmiotowe traktowanie i niesprawiedliwość. Tak samo, jak i dzisiaj owe kobiety upadają pod ciężarem tych problemów. Nie zmienia to, jednak tego, że zawsze mają szanse, aby się podnieść. 
"Kobiety, które kochał Bóg" są sprawnie i lekko napisane. Wielu czytelników może odrzucić momentami zbyt "natchniony" ton. Maria Miduch rekonstruowała postacie biblijne, jako osoba głęboko wierząca, co daje się odczuć w czasie czytania. Nie jest to jednak powód, aby rezygnować z lektury. 

niedziela, 5 stycznia 2020

Dwóch papieży - Kino poprawne

Znalezione obrazy dla zapytania dwóch papieży

Jeden z głośniejszych filmów poprzedniego roku z ogromnymi szansami na Oscary: Dwóch papieży. Film, który ze względu na podjętą tematykę, czyli abdykacje papieża Benedykta XVI oraz wybór jego następcy  Argentyńczyka Jorge Bergoglio był kontrowersyjny od samego początku. Pikanterii temu wydarzeniu dodaje fakt zaistnienia mniejszych i większych skandali obejmujących cały Kościół za pontyfikatu Benedykta XVI. I co ważniejsze, zwłaszcza dla tego filmu między Benedyktem, a przyszłym papieżem Franciszkiem istnieje konflikt światopoglądowy. Benedykt jest konserwatystą, a Franciszek liberałem. Na tym też (Przynajmniej w teorii) i na dwóch znakomitych  w pełni zasłużonych oraz uznanych aktorach opiera się ten film.
Jeśli miałabym do czegoś porównać ten film to do sytuacji, kiedy w okresie świątecznym w nasze ręce wpada czekoladowy Mikołaj. My na tego pięknego, fantastycznie i bardzo zachęcająco zapakowanego Mikołaja rzucamy się i konsumujemy w całości. Nie kłopocząc się wcześniej czytaniem etykiety.. Wtedy też smakując pierwszy kawałek ,okazuje się, że jest  to jakaś najzwyklejsza, najtańsza czekolada, która do Milki się zupełnie nie umywa. Zjeść zjemy, bo to czekolada, ale nie będziemy się nad smakiem ani za specjalnie rozpływać, ani też nie będziemy do tego produktu wracać. 
Tak też jest z Dwoma papieżami. Ten film w materiałach promocyjnych oraz w podstawowych materiałach prezentuje się znakomicie. Daje nam nadzieje na coś interesującego i może nawet odkrywczego, ale w ostateczności nie wykracza poza ramy poprawnej produkcji kinowej. 
Mój pogląd o Dwóch papieżach najlepiej prezentuje fakt, że jeśli ten weźmie udział w rozdaniu Oscarów to dla mnie jakiśkolwiek Oscar poza scenografią i ewentualnie zdjęciami  lub muzyką będzie niezasłużony. 
Reżysersko ten film jest niezły. Nie widać w nim żadnych niedociągnięć. Realizatorsko też zarzutu nie mam. Mam jednak duży problem z konceptem,  jaki obrano w trakcie pisania scenariuszu. Czyli stwórzmy film o dwóch papieżach, zgodnie z obrazem tych postaci, jaki dostarczają nam populistyczna, mniej lub bardziej  lewicująca publicystyka. Wedle, której papież Franciszek to miły, przyjazny, pełen energii wujek, który opowiada się po stronie biednych i idzie z duchem czasów. W opozycji mamy natomiast stetryczałego, skostniałego, inteligenta, żyjącego zgodnie z tradycyjnym przepychem, jaki otaczał papieży, który na dodatek jest konserwatystą oderwanym od współczesnych mu czasów i ludzi.  
Zgodnie z tą koncepcją postacie obu papieży są jednowymiarowe. Mamy wesołego znającego masę żartów Franciszka i ponurego, nieznającego się na dowcipach Benedykta( Na korzyść twórców skłania się narodowość byłego papieża).  Jednak dobitniej o z górze założonej tezie producentów tego filmów świadczy jeden z wątków. Kiedy to Franciszek "spowiada" się Benedyktowi ze swoich stosunków z juntą wojskową, która w latach 70 wprowadziła w Argentynie dyktaturę. Ten wątek miał na celu pokazanie pełniej biografii Franciszka i ukazaniu go jako tego papieża, który jest ludzki, że nie jest on wcale taki święty. Motyw ten pozwala widzowi zrozumieć, dlaczego on jest właśnie, jest tym liberałem, blisko ludzi. To się udało i bardzo lubię ten fragment. Poza tym zaciekawił mnie argentyński aktor grający młodego Franciszka. 
Szkoda tylko, że nie możemy również wysłuchać historii życiowej Benedykta. Postaci nie mniej ciekawej. Mówimy przecież o człowieku, którego dzieciństwo i nastoletnie życie przypadło na okres nazizmu w Niemczech. Który był w Hitlerjunge, przeszedł w wieku 16 lat pobór do wojska, który był świadkiem pędzenie Żydów do obozów śmierci, którego okres kształtowania przypadł na czas, gdy to bogiem jest państwo, a partia jego nieomylnym kościołem, a mimo tego zachował wiarę. Co więcej, od dziecka wiedział, że chce oddać się posłudze kapłańskiej. 
Dwóch papieży zamiast pójść w stronę  zderzenia dwóch światów, dwóch światopoglądów, które wyrosły na innych gruntach, karmione przez podobne, ale różne doświadczenia, postanowiło być takim pochwalnym elaboratem na cześć papieża Franciszka. 
Dlatego też Anthony Hopkins i Jonathan Pryce nie mieli się jak wykazać. Obaj zagrali na tyle dobrze, na ile pozwolił im scenariusz. 
Również dlatego nie uświadczymy w tym filmie żadnych głębszych dysput teologicznych, czy też większego konfliktu. Natomiast bardzo ważny wątek dla fabuły jest zakończony w najprostszy możliwy sposób. 

Podsumowując Dwóch papieży to kino, które od samego początku poszło na łatwiznę i wbrew, temu czego można było się spodziewać po nim, jest to film czysto rozrywkowy.  



środa, 31 lipca 2019

"Kanada. Ulubiony kraj świata" Katarzyna Wężyk - Przykład jak nie piszemy reportaży



 Znalezione obrazy dla zapytania kanada ulubiony kraj świata

Autor: Katarzyna Wężyk

Liczba stron: 352

Cytat: "Dla mnie bycie Kanadyjczykiem oznacza odziedziczenie wspólnej historii Kanady, tej dobrej i tej złej. Korzystam z kanadyjskich instytucji i praw: powszechnej służby zdrowia, dobrej edukacji i bezpiecznego społeczeństwa. Jestem dumny z tego, ca nasz kraj daje swoim obywatelom. Ale razem z tą dumą przychodzi świadomość, że nie wszyscy Kanadyjczycy mogą z tych darów korzystać - i że często zyskaliśmy je kosztem ludności rdzennej. A pod powierzchnią opowieści o postępie i szansie często kryje się ból i utrata."

Ocena: 3/10

Fabuła: Świat potrzebuje więcej Kanad! Myśli tak nie tylko Bono. Ale czy Kanada – (prawie) najlepsze miejsce
do życia na ziemi – jest faktycznie rajem?
By odpowiedzieć na to pytanie, autorka przejechała 12 tysięcy kilometrów, pięć stref czasowych i cztery regiony klimatyczne. Odwiedziła Zielone Wzgórze i szkołę, w której przez półtorej wieku kanadyjskie państwo „wyciągało Indianina z Indianina”, odbierając rodzicom dzieci, a dzieciom - język i kulturę. Poznała jednego z 40 tysięcy syryjskich uchodźców i Kanadyjczykami, którzy ich przyjęli. Zobaczyła na własne oczy, jak wydobycie kanadyjskiego „czarnego złota” wpływa na dziką przyrodę i życie mieszkańców Alberty. Opisała Vancouver, Toronto i Montreal oraz nadające się na pasjonujący film życie obu premierów Trudeau, ojca i syna.
źródło opisu: Agora 2017
źródło okładki: materiały wydawnictwa


Prawdę mówiąc, Kanada, nigdy mnie zbytnio nie fascynowała. Podobnie zresztą jak Stany Zjednoczone. Od niedawna to się zmieniło. Głównie za sprawą tego, że w końcu się zmobilizowałam i obejrzałam 2 sezon Opowieści podręcznej(Który tak na marginesie jest tragiczny). Obejrzałam i o ile fabuła, przyprawiała mnie o zawrót głowy, tak niesamowicie piękne lokacje, działały lepiej niż nie jeden lek przeciw bólowy. Jako że serial był nagrywany w Kanadzie, od razu zapałam do tego kraju szczerą miłość. Wraz z miłością, przyszła chęć wiedzy. Tak o to, postanowiłam sięgnąć po pierwszy lepszy reportaż o Kanadzie, jaki znalazłam.  Wszystko pięknie, jedynie książka pani Wężyk okazała się totalnym bublem.

Skupmy się na pierwszej części tego reportażu, która zajęła ok. 100, czyli 1/3 całości "Kanady".  Jest to jak dla mnie najsłabsza część. Katarzyna Wężyk postawiła sobie za cel przybliżenie postaci Pierre Trudeau, jak i jego żony oraz ich syna Justina. Kim jest ów pan? Pierre był, przez ok. szesnastu lat premierem Kanady. Spokojnie możemy mówić, że jest to najbardziej charakterystyczny polityk Kanady, jak i w ojczyźnie, a także poza nią. Jego syn Justin, poszedł w jego ślady i od czterech lat dzierży tę samą zaszczytną funkcję premiera. 
Pani Wężyk już na samym początku wpadła w pułapkę.  Żeby popełnić sensowną mini biografię Trudeau, trzeba być prawdziwym minimalistą. Umieć jak najwięcej treści skupić w jak najmniejszej liczbie słów. Taki życiorys zanudzi 90 procent czytelników, którzy po pięciu stronach tę książkę odłożą i do niej nie wrócą. Co w takiej sytuacji zrobić? Najlepiej to sobie odpuścić i informację o Trudeau przemycać w innych rozdziałach. Niestety autorka tego nie zrobiła. Ostatecznie otrzymaliśmy głównie zbiór, tabloidowych plotek i anegdotek, o tym jak pani Trudeau przypozowała, pewnemu dziennikarzu, w pewnym nowojorskim klubie i na tym zdjęciu, ewidentnie widać, że pani premierowa zapomniała założyć majtki. 
Czyli coś, co jesteśmy,  w stanie sami się dowiedzieć w 15 minut, przeglądając wikipedię i artykuły w internecie.  
Dowiadujemy się też, że pan Pierre był liberalnym politykiem, ale nie feministą(Jego syn już jest), jednakże wprowadził do kanadyjskiej konstytucji pojęcie wielokulturowości. No i co najważniejsze udało mu się uniezależnić Kanadę od Wielkiej Brytanii. 
W tej części dowiedzieliśmy się też trochę o bijącym sercu francuszczyzny w Kanadzie, czyli Quebecu. Na ten temat również zostaliśmy uraczenie wiedzą z wikipedii, ubarwioną wypowiedziami pojedynczych osób.
Druga część tego reportażu i do tego najlepsza dotyczy ludności rdzennej. Poczynając od obowiązkowych szkół z internatem już dla pięciolatków, które z edukacją nie miały prawie nic wspólnego.  Wszakże Indianie mają niższe predyspozycje intelektualne niż biali. Więc trzeba biciem zmusić ich do posłuszeństwa. Do wyparcia się swoich pogańskich zwyczajów, ojczystego języka, kultury. Do wzbudzenia w nich wstydu z powodu swojej przynależności etnicznej. O tragicznych warunkach sanitarnych i żywieniowych w takich szkołach oraz częstym molestowaniu tych dzieci nie wspominając. Katarzyna Wężyk przybliża nam też, jak prawie sto lat istnienia tych szkół, wpływa do dziś na życie ludności Indiańskiej w Kanadzie i o tym, jak radzą sobie politycy. 
Trzecia część to miszmasz. Mamy tu rozdział  o pożarze w pewnym kanadyjskim mieście, o horrendalnie drogim Vancouver,w  którym ceny są podbijane przez chińskich milionerów, po ostatni rozdział, gdzie autorka próbuje określić, czym jest kanadyjska tożsamość narodowa, porównując ją do polskiej.
Pomijając to, że o Kanadzie wiele się nie dowiedziałam z tego reportażu. Odnoszę wrażenie, że autorka uznała, że w Kanadzie poza tolerancją, liberalnością i wielokulturowością nie ma nic ciekawego. Poza tym to tylko bród, smród, zacofanie, bieda, nierówności klasowe, bezdomność, przestępczość, narkotyki itp. 
Pozytywnych zjawisk i cech Kanady jest tu, jak na lekarstwo.  Wydaję mi się, że wiem z czego to się wzięło. Po prostu autorka jest dziennikarką. Kto inny niż dziennikarz, ma wiedzieć, że zło i kontrowersję najlepiej się sprzedają? Reportaże w Polsce nie są zbyt popularne. Bez wyrobionego nazwiska, o dużych nakładów można zapomnieć. Cóż pani Wężyk najwyraźniej uznała, że spróbuje drogą na skróty, zaszokować czytelnika. Obnażyć ten ziemski raj, za jaki uważa się Kanadę.
Osobiście chciałabym dowiedzieć się z tego reportażu czegoś więcej. Rzeczy, których nie można znaleźć w internecie. Jak wygląda życie przeciętnego Kanadyjczyka na prowincji? Jaka jest kultura kanadyjska? Tradycje? Jacy są Kanadyjczycy? Poza tym, że są mili.
Na dodatek wybiórczej treści pani Wężyk piszę wręcz prostacko. Jeżeli ktoś Kopińskiej zarzuca tabloidowe pióro, to naprawdę niech sięga po "Kanadę", bo nie przeczyta nawet dziesięciu stron.
Czyta się szybko, przyznaję, ale nie jest to w książce najważniejsze. 

Podsumowując, nie polecam! Wyniosłam z tej książki tylko tyle, że Kanada to nudny kraj, nijakich ludzi, którzy nie poczuwają się do wspólnoty, między sobą.



czwartek, 11 lipca 2019

"Palacz zwłok" Ladislav Fuks - Książką niespodzianka

Znalezione obrazy dla zapytania Palacz zwłok" Ladislava Fuks


Autor: Ladislav Fuks 

Liczba stron: 152

Cytat: "Źli ludzie są złymi tylko dlatego, że nikt ich nigdy nie obdarzył odrobiną miłości."

Ocena: 7/10


Fabuła: Główny bohater „Palacza zwłok” jest wzorowym pracownikiem krematorium, ma gołębi charakter, a o swojej żonie mawia pieszczotliwie „moja delikatna”. Do czasu. Bo każdy człowiek będzie potworem, tylko trzeba mu dać szansę. O tym opowiada powieść Ladislava Fuksa z 1967 r., a więc napisana kilka lat przed słynnym eksperymentem psychologicznym Philipa Zimbardo. Książka i eksperyment pokazują, że ludzie dobrzy to tacy, co uniknęli sytuacji, która wyzwoli w nich zło. (A film na podstawie tej książki jest być może najlepszym filmem świata).
źródło opisu: okładka książki


"Palacz zwłok" Ladislava Fuksa to książka niespodzianka. W pierwszej fazie Cię usypia, swoją monotonną sielskością, obrazem rodziny doskonałej, postacią człowieka dobrego, miłosiernego, trochę prostoliniowego, ale zdawałoby się inteligentnego. Aby w drugiej części ni stąd, ni zowąd przerazić Cię do szpiku kości i to w sposób pozbawionych, krwawych i obrzydliwych opisów. 
Z głównym bohaterem panem Kopfrkinglem mamy przyjemność zasmakować życia w przedwojennej Pradze. Poznać jego uroczą żonę i dwoje szczęść, czyli ich dzieci Zine i Milika, sąsiadów i pracowników krematorium w Pradze, w którym pan Kopfrkingl pracuje. Poznajemy go i jego sposób patrzenia na świat. Jawi się nam jako człowiek o wypracowanych poglądach i wartościach moralnych. Przecież rodzina jest najważniejsza. Trzeba ludziom pomagać.             W cywilizowanym świecie nie powinno być miejsca dla biedy i nędzy. Karel to człowiek, o którym możemy powiedzieć, że jest porządnym człowiekiem. Porządnym człowiekiem, któremu przyszło żyć w nieporządnych czasach. 
Akcja "Palacza zwłok" zaczyna się w 1938 tuż przed zajęciem przez Rzeszę Sudetów, a kończy się krótką wzmianką z 1945. 
Fuks swoją powieść skonstruował tak, że pozostawia nas z masą pytań. Czy Karel zawsze taki był, czy dopiero rzucenie go w wir historycznych wydarzeń, uczyniło go takim? 
"Palacz zwłok" uświadamia czytelnikowi w finezyjny sposób, jak łatwo jest kogoś zmanipulować i  omotać do swoich celów. Zaślepić na tyle, że dana osoba wypacza wszystkie swoje wcześniejsze wartości, tak aby usprawiedliwić, przed  samym sobą swoje złe postępowanie. 
Fuks wbrew powszechnemu społecznego wyparciu, pisze o tym, że zło to nieodłączna część człowieka. Na ujrzenie przez nią światła dziennego składają się wiele, różnych czynników. Przez co człowiek nigdy nie może mieć pewności do swojej "moralności". 
"Palacz zwłok" to ciekawa książka dająca dużo do myślenia. Jednak nie zachwyciła mnie tak, jakbym oczekiwała. Literacko jest dobra. Odnoszę wrażenia, że autor mógł napisać ją na większej liczbie kartek i poświęcić więcej czasu na ukazanie zmanipulowania Karela. Pozostając w tym aspekcie zdawkowym, "przemiana" głównego bohatera wydała mi się nagła i trochę niewiarygodna. Wydaje mi się, że rozumiem zamysł autora, co do po prowadzenia tej osi fabularnej, jednak jest to dla mnie niewystarczające rozwiązanie. 

Podsumowując, polecam tę pozycję, jednak nie jestem nią bezgranicznie zachwycona



wtorek, 2 lipca 2019

MID YEAR BOOK FREAK OUT TAG 2019



Kolejne pół roku za nami. Większość spędziła go na nauce/pracy, wyczekiwaniu lata i narzekania na to, że jest zimno. Teraz czeka nas kolejne pół roku, której w większości spędzimy na urlopach lub rozkoszując się długimi wakacjami, narzekaniem na brak deszczu i sycylijskie upały, przez, które z wytchnieniem oczekujemy zimy.
Przez okres od 1 stycznia do 30 czerwca przeczytałam łącznie 48 pozycji, więc pora już na trzeci MID YEAR BOOK FREAK OUT TAG:)

1. Najlepsza książka tego półrocza?


Okładka książki Żelary

Kveta Legatova w "Żelarach" pozwala swoim czytelnikom dotknąć życia, ze wszystkimi jego słabościami, ale wciąż nieodparcie pięknego. Wraz z wieloma bohaterami "Żelar", zanurzamy się w świat baśniowy, urzekający swoją sielskością i bliskością natury, momentami rozrywany przez ludzkie tragedie i smutki. Jest to powieść melancholijna i niebywale angażującą emocjonalnie. Napisana z rzadkim kunsztem i dojrzałością oraz uderzająca swą swojskością, choć napisana w innym kraju. 


2. Najlepsza kontynuacja książki ?


Okładka książki Taniec ze smokami. Część 2

Martin jak zwykle nie zawodzi. Szkoda tylko, że nie możemy poznać dalszego ciągu wątków zarysowanych w "Tańcu ze smokami" 




3. Nowość, za którą chcesz się zabrać ? 

Znalezione obrazy dla zapytania królestwo popiołów

Maas w końcu zwieńczyła swoją wielką serię "Szklany tron", a ja zabieram się do niej jak pies do jeża;) Z ciekawością, ale      i przestrachem, że się zawiodę.

4. Wyczekiwana premiera na drugą połowę roku? 

Nie śledzę premier, co za tym idzie nie mam pojęcia co teraz wychodzi.

5. Największe rozczarowanie?

Okładka książki Białe zwierzęta są bardzo często głuche

Banały poubierane wyszukane formy i napisane przeciętny, nijaki sposób. 


6. Największa niespodzianka?

Okładka książki Z głowy


Jedna wielka ironia, okienko na życie elit kulturalnych w PRL i trochę smutnej prawdy o życiu na emigracji, w wydaniu już niestety nieżyjącego już Janusza Głowackiego.
"Z głowy" przeczytałam z polecenia bibliotekarki w mojej szkole. Wcześniej nic o tej pozycji nie słyszałam i podeszłam do niej całkowicie neutralnie. Była to decyzja trafna, bo dawno już nie uśmiałam się tak na żadnej książce.

7. Nowy ulubiony autor?  

Pytanie trudno, bo wychodzę z założenia, że trudno jest powiedzieć o autorze, że jest "ulubiony", w momencie gdy przeczytało się tylko jedną jego książkę. 
No, ale w tym roku przeczytałam drugą książkę Swietłany Aleksijewicz, która podobała mi się równie mocno co pierwsza. Co za tym idzie, wątpię w to, że Aleksijewicz mogła napisać coś słabego. 


8. Najnowszy crush książkowy?

Cardan z książek Holly Black, spełnia wszystkiego przymioty jakie powinien posiadać prawdziwy książkowy crush. Poza tym jest, jednym z bardziej dojrzałych postaci literatury młodzieżowej. 


9. Najnowszy ulubiony bohater?  

Okładka książki Sztukmistrz z Lublina


Jasza Mazur, którego filozofii życiowej nie podzielam, ale jest to postać tak barwna i ciekawa, że nie mógł się tu nie znaleźć.

10. Książka, która doprowadziła cię do łez? 

Okładka książki Panny z Wilka


Żeby się nie powtarzać, zamiast książki wymienię tu opowiadanie, ale opowiadanie, której nie jedna książka nie umie dorównać. Chodzi mi o "Panny z Wilka" Iwaszkiewicza. Czyli sentymentalną podróż w przeszłość, w poszukiwaniu straconych szans w scenerii przedwojennej wsi. 


11. Książka, która dała ci szczęście?

Okładka książki Krew elfów


Przy Sapkowskim, nie trzeba chyba nic dodawać;)

12. Ulubiona adaptacja, którą obejrzałaś w tym roku?  

Nie będzie chyba nadużyciem stwierdzenie, że radziecka wersja "Zbrodni i Kary" z 1970, nie tyle nie ma sobie równych, co po prostu, jest jedyną porządną ekranizacją tej pozycji, która idealnie oddała subtelności Dostojewskiego. 

13. Ulubiony post, który napisałaś w tym roku? 

Recenzja "Głodu" Knuta Hamsuna

14. Najładniejsza książka, którą kupiłeś?

Znalezione obrazy dla zapytania koliste jeziora białorusi

15. Książka, którą wiesz, że musisz skończyć do końca roku?  

"Miniaturzystka" Jessie Burton, która leży u mnie na półce od nie pamiętnych czasów


czwartek, 27 czerwca 2019

"Zapiski oficera Armii Czerwonej" Sergiusz Piasecki - Kiedy miało być śmiesznie, a wyszło tragicznie

Okładka książki Zapiski oficera Armii Czerwonej


Autor: Sergiusz Piasecki 

Liczba stron: 172

Cytat: "Noc była czarna jak sumienie faszysty, jak zamiary polskiego pana, jak polityka angielskiego ministra."

Ocena: 3/10


Fabuła: Lejtant Armii Czerwonej Michaił Zubow jest typowym produktem sowieckiej propagandy. Bezgranicznie wierzy w socjalizm i ojca narodu-Stalina. Jako dzielny żołnierz ZSRR, we wrześniu 1939 rusza z bronią w ręku w kapitalistyczną Polskę, aby swych uciskanych przez krwiopijczych burżujów, braci proletariackich uwolnić. 


Powiedzieć, że jestem zawiedziona to mało, powiedzieć, że Piasecki zupełnie, nie wykorzystał potencjału drzemiącego w tej satyrze, to nadal mało. "Zapiski" to przykład tego, że gdy autor idzie na skróty to nigdy nic dobrego z tego nie wynika. 

"Zapiski" zaczynają się dobrze, a nawet świetnie. Piasecki stworzył, jedno z najlepszych początku powieści, nie tylko polski, a nawet światowych. Ogólnie to 2/3 pierwszej połowy są świetne. Poznajemy głównego bohatera. Człowieka, zupełnie nieokrzesanego, niewykształconego, głupiego, który za to ma ogromne mniemanie o sobie. Jako osoba bezgranicznie wierząca w to, co mówi władza, dziwi się, że w Polsce można kupować chleb bez ograniczeń, że wszyscy chodzą w porządnych butach, że dzieci w szkołach i robotników w pracy nikt nie katuje. 

Piasecki wszedł w umysł takiej osoby i całkiem sprawnie pokazuje nam, jak bardzo osoba, która od dziecka była ze wszystkich stron otoczona propagandą, ma problem, aby samodzielnie myśleć. Wyjść poza wtłoczone schematy. To właśnie jest ciekawe. To było śmieszne. Tylko  niestety, autor, zamiast skupić się na tym, poszedł na łatwiznę. 
Zamiast inteligentnej satyry na ZSRR, otrzymaliśmy nie groteskową, powiastkę żerującą na stereotypach. 

II Rzeczypospolita jawi się nam jako raj na ziemi, pełen miłych, dobrych, wierzących, pomocnych, inteligentnych obywateli. Gdzie problemy gospodarcze i społeczne, na tle różnic narodowościowych, religijnych i majątkowych nie istniały. Rozumiem to, że Sergiusz Piasecki pisał to na emigracji w Anglii i był stęskniony za przedwojenną ojczyzną, ale po osobie z jego życiorysem, która bardzo dobrze znała tę ponurą część II RP, mam prawo oczekiwać większego realizmu. 

Obok cnotliwych Polaków, przewijają się postacie Rosjan. Każda z nich, tak samo, jak pan Zubow jest głupia, niekulturalna, ma problemy z higieną i z wszami, czyta  i ogląda, jedynie literaturę oraz filmy propagandowe, w które bezgranicznie wierzy. Jest agresywny i wybuchowy, nie ma za grosz szacunku do innych ludzi, oczywiście poza  wyższej rangi wojskowymi i towarzyszem Stalinem. Swoje lekceważenie do burżujów okazuje na każdym kroku. Dużo osób to, oczywiście śmieszy, mnie niezbyt. Jestem zdania, że satyra im bliższa jest rzeczywistości,  tym jest lepsza. Świetnym tego przykładem są nasze polskie "Alternatywy 4", które są śmieszne nie dlatego, że pokazują PRL jako brud, smród i zacofanie, gdzie każdy urzędnik i partyjniak to idiota, a wszyscy inni tylko kombinują jak by tu kogoś okraść, czy w inny sposób mu zaszkodzić. Tylko zaprezentował rzeczywistość, z odpowiednio wyolbrzymionymi absurdami tego okresu. Bareja ani na moment, nie popadł w przesadyzm. Był subtelny, a tego właśnie Piaseckiemu zabrakło.

Z  Piaseckim mam jeszcze ten problem, że jest niekonsekwentny. Od początku kreuje nam postać człowieka z wypranym mózgiem. Produkt doskonały komunistycznej propagandy i zupełnie zaślepiony kultem jednostki. Po czym ów produkt, z powodu niesprawdzonej informacji, całą swoją wiarę  w Jedynego Wodza porzuca, uważając go za zdrajcę. Od razu przypomniał mi się fragment "Wojna nie ma w sobie nic kobiety", kiedy jedna z opowiadających tam kobiet, mówi, że kiedy towarzysz Chruszczow wygłosił swój referat, trzy dni spędziła w łóżku, nie mogąc dojść do siebie. Nie jest to odosobniony przypadek, ludzie z powodu utraty ideału jakim był Stalin, często załamywali się nerwowo. Piasecki, jednak wybrał ponownie drogę na skróty. 

Co do zakończenia, to z całym szacunkiem dla autora, ale poleciało mi tu tanią rusofobią. Powiedzieć tu mogę tyle: Ot, niewdzięczna ruska swołocz. 

Podsumowując, ta książka mnie zmęczyła. Mimo niewielkiej objętości i lekkiego, przyjemnego pióra, ostatnie strony już kartkowałam, bo Piasecki do znudzenia się powtarza, a kreacja Miszki im dalej w las, tym coraz bardziej denerwująca. 





niedziela, 26 maja 2019

"Białe zwierzęta są bardzo często głuche" Ivana Myšková - Jeden wielki zawód!

Okładka książki Białe zwierzęta są bardzo często głuche


Autor: Ivana Myšková

Liczba stron: 184 

Liczba rozdziałów: 11 

Cytat: "w nowych domach ponure piwnice nie występują. Nowe domy nie miewają swojej nieświadomości." 

Ocena: 5/10 

Fabuła: 11 opowiadań, każdy o czymś innym, ale łączy je wiele wspólnych nici. Absurd i codzienność, przeplatają się tu z groteskowymi postaci i ich fatalistycznego podejścia do życia. 

Wiecie jak, to jest, gdy człowiek przeczyta dobrą recenzję, czy to książki, czy to filmu i uznaję, że to musi być ciekawa pozycja? I gdy kupi tą rzecz, w celu zapoznania się z tym dziełem, przeczyta te wszystkie rozpływające się blurby? A gdyż, w końcu zaczniecie go czytać/oglądać, już wiesz, że to będzie niewypał i czujesz, jak powoli osuwasz się w dolinę rozpaczy? 
Wiecie! Każdy książkoholik, filmoholik zna to uczucie, więc liczę, że w pełni mnie teraz rozumiecie. 

Na początku zaznaczę, że to nie jest zła książka, to jest przyjemny zbiór opowiadań, z których trzy są całkiem niezłe. Jest to pozycja przeciętna i nie jest w tym nic złego, ale po pisarce, określanej mianem najciekawszej współczesnej czeskiej pisarce, spodziewałam się czegoś więcej. 

W zeszłym roku recenzowałam tu inną czeską książkę "Młyn do mumii" Petra Stancika, która nie jest również książką bez wad. Jest to pozycja o dość rozrywkowym charakterze, ale Stancikowi udało się to, co nie udało się Myskovej. "Młyn do mumii" miał klimat, taki charakterystyczny czeski klimat. Co ważne był napisany w bardzo ładny, bogaty sposób. "Białe zwierzęta są bardzo często głuche" są natomiast napisane prosto, a nawet prostacko. Czytając, brakowało mi tej estetyki, co w połączeniu z zupełnie nijakim klimatem opowiadań i ich treścią sprawiało, że  tą króciutką książkę czytałam tydzień, bo paru stronach byłam już zmęczona. 

Pomijając, jednak estetykę pisarską Myskovej, żeby nie wyszło, że jestem snobem, dla którego książką bez elaboratów na temat piękna jakiegoś stolika, jest z góry pozycją bezwartościową. Skupmy się, więc na tym co w książce najważniejsze, czyli na treści. 
"Białe zwierzęta są bardzo często głuche"  opowiadają o zwykłych ludziach i ich podejściu do innych ludzi, świata, które jest determinowane przez ich fatalistyczną, czy chorobliwe miejscami stoicką osobowość, potęgowaną przez kompleksy i brak pewności siebie. 

Na pierwszy rzut oka, brzmi ciekawie. Myskova, jednak w swoich opowiadań, mówi nam prawie i wyłącznie o banałach. Na dowód mych słów,  mogę podać jedno z lepszych opowiadań w tej książce, czyli "Zapach domu", o ile się nie mylę. Jest to opowiadanie, które w skrócie pokazuje nam pewną toksyczność, jaka często panuje "w przeciętnych rodzinach",ale przede wszystkim ukazuje, nam okrucieństwo ludzi wobec zwierząt, i to, że jeżeli ktoś  nie szanuje zwierząt, równie często nie szanuje ludzkiego życia.  Jedno z najlepszych opowiadań w tym zbiorze mówi nam o tym, o czym pisano już w XIX wieku, czego sztandarowym przykładem jest "Katedra Marii Panny w Paryżu" Victora Hugo. Hugo w znacznie ciekawszy sposób i znacznie lepiej napisany ukazał nam to, jak bardzo ludzi, przywiązani do swojej powierzchniowości, okazują okrucieństwo tym, których uważają za gorszych od siebie. 
U Myskovej jest tak samo, pies jest stary,  pies przeszkadza, psa trzeba się pozbyć. Żadnej nowej myśli, formy, a do tego to ,co najciekawsze w tym opowiadaniu, zostało nam wyłożone łopatą, abyśmy się przypadkiem nie zapomnieli domyśleć. 

"Białe zwierzęta są bardzo często głuche" mamy jeden bardziej pomysłowy wątek. Jest to wątek scalający ze sobą wszystkie opowiadania, czyli biały jeleń z oponą na głową, która jakoś się tam dostała, a ten nic z nią nie zrobił i z nią umarł. Tym właśnie białym jeleniem jest każdy główny bohater opowiadań Myskovej. Są to osoby, które  w żaden sposób nie potrafią zmienić swojego życia. Przyjmują to, co los im da, prawie nie protestując. Możemy to zinterpretować różnie, ale myślę, że do najciekawszych wniosków możemy dojść, patrząc na te opowiadania  w kontekście ostatniego, zaledwie dwustronicowego. 
Tylko dlatego białego jelenia  z oponą na głowie, mogę powiedzieć, że warto się z opowiadaniami Myskovej zapoznać. Nie spodziewając się oczywiście zbyt dużo.