.

.

sobota, 23 września 2017

Filmowa sobota: Król Artur: Legenda miecza

Znalezione obrazy dla zapytania Król Artur: Legenda miecza


Wyreżyserowany przez Guy Ritchie nowy Król Artur, który jest bardzo krytykowany na zachodzie, w Polsce został przyjęty w ciepły sposób. Zaciekawiona tą rozbieżnością, postanowiłam obejrzeć Legendę miecza, żeby móc wyrobić sobie zdanie. Po jego obejrzeniu mogę powiedzieć, że  najlepszym słowem opisującym ten film jest "specyficzność", bo chyba nie ma drugiego filmu, który został nagrany w takim formacie. 

Znalezione obrazy dla zapytania Król Artur: Legenda miecza

Fabuły przybliżać chyba nie muszę, ponieważ w każdy mniej więcej orientuje się w historii Króla Artura oraz rycerzy okrągłego stołu.

Rzeczą, która powoduje wspomnianą przeze mnie wyżej specyficzność, jest format, w którym został nagrany cały film, ponieważ nie przypomina on typowego filmu, a raczej teledysk. 
Na początku mamy pod rząd serię krótkich ucięć, które pokazują nam okres dorastania Artura oraz wydarzenia, w który w jakiś sposób wpłynęły na to, jak ukształtowała się jego osobowość. Później już tych mini teledysków jest mniej, ale nadal film jest utrzymany w takiej konwencji. Z jednej strony jest to ciekawe i nawet przyjemnie się coś takiego ogląda, ale w paru momentach produkcja robiła się przez to chaotyczna. Zdarzało mi się nie do gonić wizji reżysera, która pędzi jak struś pędziwiatr. Ten pęd jest największą wadą tego filmu, bo poza tym mam tylko trzy małe zastrzeżenia.

Jednym z tych mankamentów jest wątek Mag i Artura, który został  w taki oczywisty sposób zaczęty na początku filmu, i został porzucony też na początku. 
Ciekawi mnie, po jaką cholerę reżyser w ogóle go wprowadził.

W paru momentach Król Artur mi się nużył. Niektóre sceny były tam w walone na siłę, bez żadnego pomysłu. 


Króla Artura muszę pochwalić za humor, którego jest tu całkiem sporo, ale mam pewien problem z tym, że bohaterowie poboczni zostali wykreowani  tylko na podstawie wypowiedzianego przez w nich w  jakiejś sytuacji żartu. Na tym żarcie kończy się osobowość większości występujących tu postaci. Z tego schematu wybija się tylko Artur, Vortigern i Mag.

Muszę wam powiedzieć, że o ile obsada głównych postaci pomijając wybór aktora grającego Bedivere, który przez cały film zachowywał się, jakby połknął kij, jest świetna, to aktorzy grający poboczne postacie nie zapisali mi się w pamięci. 

Charlie Hunnam, który wygląda jak połączenie Travisa Fimmela i Toma Hardy'ego jest w strzałem w dziesiątek. Charlie świetnie sobie poradził z zagraniem charyzmatycznego Artura. On i Jude law, który też okazał się w strzałem w dziesiątkę, pod względem aktorskim skradli cały film.
Z reszty obsady pochwała należy się też Astrid Bergès-Frisbey, której postać zapada w pamięć. 

Jednak najlepszą rzeczą w tym filmie jest soundtrack, który jest genialny i nawet jeśli nie macie zamiaru oglądać tego filmu to z soundtrackiem radzę się wam zapoznać. 

Podsumowując Król Artur: Legenda miecza jest dobrym filmem rozrywkowym, który polecam, ale radzę przed seansem przygotować się na specyficzny format i nie do końca rozwinięte wątki. 

Ocena: 7/10


piątek, 1 września 2017

"Wiatrodziej"



Autor: Susan Dennard 

Liczba stron: 400

Liczba rozdziałów: 41 


Cytat: Zawsze znajdowali się ludzie, którym się wydawało, że wiedzą lepiej niż ci, którzy zaszli tu przed nimi.

Ocena: 9,75/10



Fabuła: Życie Merika nie jest łatwe. Niedawno stracił najlepszego przyjaciela, a do tego właśnie spłonął jego okręt. Za wszystkim stoi jego siostra, Vivia, która za wszelką cenę chce się pozbyć młodego księcia i zasiąść na tronie. Czy wiatrodziej wyjdzie z tego starcia cało? Czaroziemie opanowuje wojna. Nubreveni pokładają nadzieję w tajemniczej postaci – Furii, ale Vivia nie ma zamiaru w nią uwierzyć. Safi i Iseult, więziosiostry, wpadły w nie lepsze kłopoty. Przyjaciółki znowu zostały rozdzielone i nie wiadomo, czy kiedykolwiek się jeszcze spotkają. Safi towarzyszy cesarzowej, a piekielni bardowie depczą im po piętach. Każdy chce mieć potężną prawdodziejkę po swojej stronie. Jej moc może zdecydować o powodzeniu w politycznych rozgrywkach. Iseult po raz kolejny musi się zmierzyć z krwiodziejem. A może powinna mu zaufać?

Jeśli ktoś czytał moją recenzję "Prawdodziejki"  wie, że byłam (i nadal jestem) nią zachwycona. Lektura "Wiatrodzieja" utwierdziła mnie tylko w przekonaniu, że Susan Dennad jest moją nową ulubioną pisarką. 

Jeśli wydawało się wam, że pierwsza część była pełna akcji, to jesteście  w błędzie. W "Wiatrodzieju" nie ma chwili na wytchnienie. Jesteśmy przerzucani między Iseult, Safi, Merika czy Aeduana, którzy co rusz przeżywają nowe przygody, albo dowiadują się naprawdę ciekawych rzeczy. Akcja pędzi na łeb na szyję, co jest jednocześnie atutem i wadą, ale tylko taką małą, ponieważ z dwa razy zdarzyło mi się nie nadgonić za akcją. Mi w sumie bardzo to nie przeszkadza, ale ktoś może mieć z tym większy problem. 

Bardzo podoba mi się, sposób przedstawianie magii w tej książce. Mimo że nie jest ono jakoś wybitnie odkrywcze to i tak uważam, że Susan Dennard zdecydowanie dobrze sobie poradziła z tym zagadnieniem. Poza tym mam takie odczucia, że właśnie ten system magii idealnie komponuje się z uniwersum Czaroziemie.

"Prawdodziejka" i "Wiatrodziej" są bardzo oryginalnymi książkami. I pod względem akcji, świata, ale też pod względem  kreacji bohaterów, ponieważ w większości młodzieżówek powtarzają się te same schematy. 

"Wiatrodziej" jest niezwykle pasjonującą powieścią. Już od pierwszych stron nie można się od niej oderwać. Jest to z jednej strony świetna rozrywka, a z drugiej książka, przy której trzeba się skupić i zastanowić.

Wielokrotnie wspominałam, że uwielbiam powieści wielowątkowe. Druga serii Czaroziemie pod tym względem wyśmienicie spełnia moje oczekiwania. Chmara interesujących wątków, z których składa się ta książką, stwarzają niesamowite wrażenie podczas czytania. 

Jak już jesteśmy przy wątkach, muszę nadmienić, że nadzwyczajnie podoba mi się, sposób, w jaki autorka poprowadziła wątek polityczny, który stanowi trzon całej serii. 

Spodobał mi się też maniera, jaką Susan Dennard kieruje wątkami pobocznymi. Autorka wie, w jakich ilościach dany wątek nam pokazać, żebyśmy  się nie zanudzili. 

Bardzo cenię sobie klimat, jaki Susan wypracowała w tych dwóch tomach. Jest on specyficzny i niezwykle urokliwy. Idealnie wpasowuje się w to uniwersum. 

2/2



Postacie: Safi nadal  lubię. Jest twardą, bezkompromisową osobą, która wie, czego chce, nie użala się nad sobą tylko działa. Dla swoich najbliższych jest gotowa wiele poświęcić w tym i siebie. 

Iseult nadal jest moją ulubienicą. Ta postać jest mi bliska, ponieważ Iseult jest w pewnym stopniu do mnie podobna. Ja ją po prostu rozumieć, przez co jej najchętniej kibicuje. 

Aeduan też pozostał moim ulubieńcem. Lubię go za to, że z jednej strony ma twardą i zimną osobowość, ale w pewnych sytuacjach okazuje ludzkie uczucia i odruchy. 

W pierwszej części nie przepadałam zbytnio za Merikiem naszym tytułowym Wiatrodziejem, ale w drugim tomie zapałałam do niego sympatią. Jest to zasługa tego, że dopiero teraz zupełnie poznajemy jego charakter i przeszłość. 

Z nowych bohaterów polubiłam Vivie, czyli bardzo charakterną osóbkę oraz trójkę piekielnych bardów, którzy według mnie jeszcze sporo namieszają w kolejnych częściach. 

2/2 

Styl pisania: "Wiatrodziej" jest o wiele lepszy od "Prawdodziejki" pod względem stylistycznym. Język, jakim jest napisana ta część, nie jest tak ciężki, jaki był przy pierwszej części, przez przyjemniej mi się czytało. 

2/2 

Oprawa wizualna: Ta okładka podoba mi się bardziej niż okładka "Prawdodziejki". Bardziej podoba mi się też wybór kolorów, ponieważ "Wiatrodziej" jest utrzymany w takiej jesiennej tonacji, no a ja jesień kocham. 

2/2 



Podsumowanie: Nie mogę powiedzieć, że "Wiatrodziej" jest lepszy od "Prawdodziejki", ponieważ mam chyba taki delikatny syndrom drugiego tomu, co nie zmienia faktu, że uwielbiam tę serię i gorąco ją wam polecam:) 

1,75/2 

środa, 30 sierpnia 2017

"Osobliwy dom pani Peregrine"



Autor: Ransom Riggs

Liczba stron: 398

Liczba rozdziałów: 11 

Cytat: "Kurczowo czepiamy się naszych fantazji, dopóki cena wiary nie okaże się zbyt wysoka."

Ocena: 8/10

Fabuła:  Życie Jacoba nie zapowiadało się ekscytująco. Pogodził się z myślą, że nigdy nie zostanie odkrywcą i nigdy nie będzie miał wielu przyjaciół. Ważne miejsce w jego życiu zajmował dziadek. To on najbardziej mu imponował i to on opowiadał mu najlepsze historie na dobranoc o pogodnym sierocińcu na walijskiej wysepce, ukrytym przed złem, wojną i potworami… Aż pewnego dnia dziadek Portman umarł w niejasnych okolicznościach. I wtedy wszystko się zaczęło…


Już od pierwszych  stron Ransom Riggs wykreował bardzo specyficzny i niepokojący nastrój, który kroczy przy poznającym historię Jacoba czytelniku. 
Ów nastrój mogę porównać do tego panującego w serialu Stranger things, z tą małą różnicą, że w "Osobliwym domu pani Peregrine" jest on bardziej wyrazisty i mroczny. 
Właśnie ta nietuzinkowa tonacja jest najmocniejszym atutem tej książki. 

Nie mogę nie wspomnieć o naprawdę kapitalnym pomyśle jaki miał autor. Mimo że z wykonaniem poszło mu trochę gorzej, Ransomowi i tak należą się brawa za naprawdę oryginalny pomysł oraz za wprowadzeniu powiewu świeżości na rynku młodzieżówek. 

"Osobliwy dom pani Peregrine" nie jest powieść wielowątkową, ale te pojedyncze motywy były naprawdę bardzo interesująco przedstawione. Bardzo ciekawi mnie jak dalej rozwiną się co poszczególne z nich. 

Ransom Riggs poza świetnie wykreowanym klimatem wyśmienicie budował napięcie podczas perypetii naszego głównego bohatera. 

"Osobliwy dom pani Peregrine" jest bardzo frapującą powieścią, którą czyta się szybko i długo pozostaje  w  naszej pamięci. 

Dużą zaletą tej książki jest humor, którego może nie jest dużo, ale akurat mnie żarty, które się pojawiały zapadły w pamięć. 

"-Poczekaj tutaj.
-Wypchaj się. Bo co ?
-Bo masz prawie dwa metry wzrostu i zielone włosy. Mój dziadek cie nie zna, a zbiera broń." 


Moim jedynym zarzutem wobec fabuły jest to, że utrzymywała ona całkiem wysoki poziom przez pierwszą połowę, a w drugiej połowu zamiast klimatycznego thrillera mamy przeciętną przygodówkę z dość ciekawym zakończeniem. 
Po skończeniu lektury poczułam niedosyt, liczyłam na końcu na coś więcej. 

1,5/2 



Postacie: Polubiłam Jacoba. Autor ciekawie go wykreował, ale nie jest on bohaterem, który jakoś wybitnie wżyna się w pamięć, a szkoda! Ta postać miała potencjał, ale pan Riggs trochę go sknocił. 

Co do sporego grona reszty bohaterów, nie mogę za bardzo coś powiedzieć, ponieważ byli oni tak naprawdę bohaterami epizodycznymi i nie zdążyłam poznać dokładnie ich charakteru, przez co nie mogę powiedzieć, że któregoś polubiłam, a innego znienawidziłam. 

1,5/2

Styl pisania: Ransom Riggs pisze prostym językiem i tak jak już wyżej wspomniałam potrafiła wykreować bardzo mroczny klimat i świetnie zbudować napięcie. 

1,5/2 

Oprawa wizualna: Moje zdjęcia tego nie oddają, ale  "Osobliwy dom pani Peegrine" został naprawdę cudownie wydany, a zdjęcia znajdujące się w środku są niesamowite. 






2/2

Podsumowanie:  "Osobliwy dom pani Peregrine" jest bardzo dobrą książką od, której nie mogłam się oderwać. Ma sporo zalet i trochę wad, ale jest powieścią pasjonującą, przy której można naprawdę  dobrze się bawić. 

Gorąco polecam:)

1,5/2 



wtorek, 22 sierpnia 2017

EMOJI BOOK TAG




Za nominacje do tego tagu dziękuję Wiktorii z bloga Oxu -  czytanie - link

Tak przy okazji: Lubicie tagi? Jaki jest wasz ulubiony? 
Osobiście uwielbiam oglądać, czytać i pisać tagi, i jestem bardzo ciekawa jaki wy macie do nich stosunek. 


Znalezione obrazy dla zapytania broken heart

Broken heart - książki, która złamała mi serce 

Może nie tyle, co złamała, ale bardzo wnerwiła, przez co moje serce zabolało:( 
"Żelazna córka" Julie Kagawa. Nie chodzi mi o samą książki, która była okej (Pierwszy tom był lepszy), a rozwój wątku miłosnego. Krótko mówiąc, główna bohaterka jest na tę chwilę nie z tym chłopakiem, któremu kibicuje.  
To frustrujące!

Znalezione obrazy dla zapytania loudly crying face

Loudly Crying Face - książka, której zakończenie mnie wzruszyło 

"Pokochałam wroga" Mirosława Kareta. Łzy pojawiły mi się w oczach, nad pewną sceną pod koniec książki. Ten moment był przynajmniej dla mnie bardzo poruszający. 

Znalezione obrazy dla zapytania płacząca emotka

Face with Tears of Joy - Książka, przy której płakałam ze śmiechu 

Ze śmiechu płakałam przy trylogii Wiktoria Biankowska Katarzyny Bereniki - Miszczuk. 
Uwielbiam humor pani Miszczuk, a dialogi między Gabrielem i Lucyferem to mistrzostwo:) 

"- Pilnuj dobrze mojej aureoli. Zamierzam ją niebawem odzyskać - ostrzegł Lucyfera.
- Spokojnie, zapiszę ci ją w testamencie. 
- Ale ty jesteś nieśmiertelny - Gabriel zmarszczył brwi. 
- I o to chodzi, bracie."

Znalezione obrazy dla zapytania face screaming in fear

Face Screaming in Fear - Książka, która mnie zszokowała 

"Zakon mimów" Samanthy Shannon. Zakończenie wmurowało mnie w łóżko. Nie mam żadnych pomysłów, na to, jak akcja może się dalej potoczyć, ale niedługo się przekonam, bo dzisiaj doszła do mnie paczka z "Pieśnią jutra":) 

Znalezione obrazy dla zapytania Smiling Face with Horns



Smiling Face with Horns - Ulubiony czarny charakter 

Darklin z trylogii Grisza:) I co tam, że przeczytałam tylko pierwszą część;) 

Znalezione obrazy dla zapytania Recreational Vehicle emotka

Recreational Vehicle - Książka, w której bohaterowie dużo podróżowali 

"Percy Jackson i morze potworów" Ricka Riordana. Podczas tej podróży nasi główni bohaterowie byli w wielu miejscach. 

Znalezione obrazy dla zapytania Full Moon Symbol

Full Moon Symbol - Książka, w której występują wilkołaki 

"Harry potter i więzień Azkabanu" 

Znalezione obrazy dla zapytania Open Book emotka

Open Book - książka, której nie możesz doczytać 

"Krzyżacy" Henryka Sienkiewicza. Dwa razy do niej podchodziłam i dwa razy nie dałam rady.

Znalezione obrazy dla zapytania Christmas tree emotka

Christmas tree - Książka idealna na Święta

"Opowieść wigilijna" Charlesa Dickensa. Książka, która doskonale nadaje się do wprowadzenia w świąteczny nastrój.

 Znalezione obrazy dla zapytania wedding emoji

Wedding - Książka z pięknym ślubem 

Nie zdarzyło mi się czytać książki, w której jest ślub.

Nominuje każdą chętną osobę:D

wtorek, 8 sierpnia 2017

8 powodów dla, których warto obejrzeć Stranger things

\Znalezione obrazy dla zapytania stranger things

Do obejrzenia Stranger things zabierałam się już od dłuższego czasu, ale jakoś nigdy nie mogłam znaleźć dla niego czasu. Nareszcie, po długim zwlekaniu wczoraj wieczorem zaczęłam oglądać tę produkcję i nie żałuje. 

Fabuła stranger things kręci się wokół próby znalezienia Willa Byersa, który zaginął w dziwnych okolicznościach, a po jego zniknięciu w miasteczku Hawkins zaczynają dziać się dziwne rzeczy.

Wiem, że opis nie brzmi zachęcająco, ale naprawdę trudno jest opowiedzieć, o czym jest ten serial, nie uraczając Was masą spoilerów. 
Argumenty, dlaczego warto, jest obejrzeć ten serial znajdziecie na dole.

Znalezione obrazy dla zapytania stranger things


1. Klimat 

Atmosfera, która wypływa z tego serialu to klimat, którym była przesiąknięta popkultura lat 80. Czyli wtedy, gdy czytało się książki Stephena Kinga i oglądało filmy  Spielberga. 

Specyficzny, powiewający grozą, z którym nie wypada się nie zapoznać. 

2. Groza 

W wielu momentach tego serialu można się porządnie wystraszyć, ponieważ jest to ta produkcja, w  której głupie mrugające światło bardziej Cię przerazi niż widok potwora. 


Znalezione obrazy dla zapytania stranger things

3. Idealna ścieżka dźwiękowa 

Jest to jeden z najbardziej klimatycznych i pasujących do fabuły soundtracków, z jakim miałam przyjemność się zapoznać. 
Muzyka jest dla mnie bardzo podobna do tej, jaka była w Archiwum x, tylko bardziej uwspółcześnionej. 

4. Zachwyca pod względem wizualnym

Jak już wyżej napisałam, Stranger things jest utrzymany w konwencji lat 80. Wizualizacja też jest utrzymana w tej atmosferze. Jest piękna, mroczna i przypomina dobre horrory z tamtego okresu. 

Podobny obraz


5. Wciągający 

Stranger things to serial, w który nie da się nie zaangażować. Mamy sporo wątków z pogranicza różnych gatunków, niebanalnych bohaterów oraz porządnie rozłożoną akcje, która przyśpiesza, kiedy trzeba i zwalnia też, kiedy trzeba. 

6. Świetni aktorzy 

Nie od dziś wiadomo, że branie do obsady filmów, czy seriali nastolatków i dzieci może przynieść skrajne efekty. 
Większość nastolatków i dzieci   nie potrafi grać, więc opieranie fabuły na grupce dwunastoletnich nerdów jest bardzo ryzykowne. Naprawdę nie wiem, z skąd bracia Duffer wytrzasnęli obsadę, ale jest to miejsce pełne talentów. Aktorzy grający 4 głównych bohaterów są naturalni, uroczy, przed kamerą występują jakby, przez całe życie nie robili nic innego. Te dzieciaki z skradły cały serial i przyćmiły starsze postacie. 

Znalezione obrazy dla zapytania stranger things

7. Każdy znajdzie tu coś dla siebie 

Stranger things trudno jest jednoznacznie skategoryzować. Jest to serial na pograniczu horrorów, science-fiction z elementami kryminału i wątków obyczajowych. 
Ta produkcja może się spodobać osobom urodzonych w latach 80 oraz wcześniej, albo też osobom takich jak ja, czyli urodzonych już w nowym stuleciu. 

8.  Stranger things listem miłosnym do lat 80

Twórcy Stranger things określi go mianem listu miłosnego do lat 80 i nie wiem jak Was, ale mi to wystarczyło, żeby po niego sięgnąć. 


Znalezione obrazy dla zapytania stranger things

niedziela, 6 sierpnia 2017

"Zakon mimów"



Autor: Samantha Shannon 

Liczba stron: 528

Liczba rozdziałów: 27 

Cytat: "Słowa dodają skrzydeł nawet tym zdeptanym, załamanym i pozbawionym całej nadziei."

Ocena: 9,25/10 

Fabuła: Paige Mahoney uciekła z brutalnej kolonii karnej Szeol I, ale jeśli myślała, że to koniec jej problemów, to bardzo się pomyliła. Od teraz jest bowiem najbardziej poszukiwaną osobą w Londynie. Kiedy Sajon zwraca swoje wszystkowidzące oko w stronę Paige, mim-lordowie i mim-królowe gangów miasta zostają zaproszeni na bardzo rzadkie wydarzenie. Jaxon Hall i jego Siedem Pieczęci są gotowi na pojawienie się w samym centrum uwagi. W społeczności jasnowidzów pojawia się jednocześnie coraz więcej gorzkich oskarżeń, a za każdym rogiem czają się mroczne sekrety. Z cieni wypełzają Refaici...

Zacznę od banału. "Zakon mimów" jest bardzo wciągającą pozycją, od której przez większość czasu nie można się oderwać, jednak w paru momentach nużyła mnie. Samantha Shannon według mnie  troszeczkę  za bardzo rozwlekła niektóre fragmenty, które i tak z perspektywy czasu nie miały zbyt wielkiego znaczenia dla samej historii. 
Tym samym mogła w kilku miejscach zdynamizować akcję czy rozwinąć bardziej co poniektóre wątki. 

Uwielbiam powieści wielowątkowe, a "Czas żniw" jest idealnym przykładem takiej powieści. Mamy masę ciekawie rozrysowanych wątków, których większość w pewnym stopniu rozwijają się na końcu i tworzą spójną całość. Z kolej druga część nie daję zasnąć mi wieczorem, ponieważ rozmyślać na ich rozwiązaniem.

Akcji jest całkiem sporo, ale w drugim tomie "Czasu żniw" skupiamy się głównie na polityce Sajonu i wewnętrznych walkach Syndyktu. 
"Zakon mimów" utwierdził mnie w przekonaniu, że seria "Czas żniw" to pewnego rodzaju przenośnia opisująca III Rzeszę oraz próba pokazania, co władza potrafi zrobić z człowieka. 

Jeśli ktoś czytał moją recenzję "Czasu żniw", wie, że jednym z zarzutów wobec tej książki, były kartonowe żarty. Na szczęście w drugim tomie ten problem zniknął. 

"Zakon mimów" jest bardzo enigmatyczną książką. Zostawiła mnie z naprawdę wieloma pytaniami i  z ogromnym zainteresowaniem dalszymi losami bohaterów. I z jednej strony chce jak najszybciej sięgnąć po "Pieśń jutra", a z drugiej nie chcę, bo wiem, że na czwartą część będę musiała czekać dwa lata. To frustrujące!

Zakończenie wpisuję się do tych bardziej szokujących i nieprzewidywalnych. Cała ta książka jest pełna zwrotów akcji.

Mimo wszystkich atutów w ostatecznym rozrachunku w "Zakonie mimów" zabrakło mi tego czegoś, żebym mogła powiedzieć o tej książce, że jest najprawdziwszym arcydziełem. 

1,75/2



Postacie: Są najmocniejszym  po wykreowanym świecie atutem książek Samanthy Shannon. 
Realistyczni, pełni uroku, niepowtarzalni. 

Moje zdanie na temat Paige się nie zmieniło. Jest to naprawdę wyrazista bohaterka, wiedząca czego chce i niebojąca się komuś sprzeciwić. 

O Arcturusie nadal wiele się nie dowiedzieliśmy, ale jest zdecydowanie, jeden z moich ulubionych bohaterów. 

Powinnam go znienawidzić, a go polubiłam. Jaxon jest bardzo specyficzną osobą, na którą nie da się nie zwrócić uwagi. 
Jego udział w zakończeniu powieści był dla mnie niewyobrażalnym zaskoczeniem.

2/2 

Styl pisania: Stylistycznie wszystko jest na wysokim poziomie. 
Język, jakim operuje, bardzo mi odpowiada.

Muszę pochwalić Samanthę za stworzenie na kartach tej powieści Londyńskiego klimatu, przesiąkniętego niepokojem i nutką grozy. Czytało mi się dzięki temu o wiele lepiej. 


1,75/2 


Oprawa wizualna: Ta książka jest tak cudownie wydana:)




2/2

Podsumowanie: "Zakon mimów" to genialna powieść, z świetnie wykreowanymi postaciami oraz z  niesamowitym klimatem.

Koniecznie trzeba ją przeczytać

1,75/2 



Jestem bardzo ciekawa co sądzicie o "Zakonie mimów"?