.

.

piątek, 12 marca 2021

"Zama" - Śmieszny opis, tragiczny film

 



"Zama" w reżyserii pani Lucrecii Martel to drugi z kolei film, jaki miałam przyjemność obejrzeć na platformie nowehoryzonty.vod . 
Do obejrzenia tego filmu skłonił mnie dość jednoznaczny opis na stronie NH. Po prostu po zaznajomieniu się z nim nie byłabym sobą, gdybym "Zamy" nie obejrzała. I muszę przyznać, że ten  przeszedł wszelkie moje wyobrażenia. 
Bowiem po zaznajomieniu się z tym opisem i paroma recenzjami byłam święcie przekonana, że będę miała do czynienia z dobrze zrealizowaną produkcją. Z ciekawymi zabiegami artystycznymi, pięknymi zdjęciami. Za to dość w toporny i jednoznaczny sposób poruszającymi zagadnienia, takie jak kolonializm, imperializm, patriarchalizm, rasizm itp. 
W praktyce "Zama" od strony wizualnej wyróżnia się zaledwie jednym może dwoma pięknymi ujęciami(Naprawdę nie wiem, dlaczego wszyscy wszędzie pisali o pięknych zdjęciach). Reszta spraw technicznych stoi raczej na przeciętnym, niewyróżniającym się poziomie.  
Natomiast zabiegi artystyczne, czyli ten słynny realizm magiczny na miarę Bunuela, jak gdzieś przeczytałam. Rzeczywiście na miarę Bunuela są to zabiegi, bo dam sobie uciąć rękę, że pani Martel. Będąca jednocześnie reżyserką i scenarzystką "Zamy" w czasie kręcenia obejrzała "Dyskretny urok burżuazji" i tak spodobały się zabiegi, jakie stosuje tam Bunuel, że od jakieś 1/3 może 1/4 filmu postanowiła zrobić coś podobnego w "Zamie". Po czy znowu o tym zapomniała i przypomniała sobie w dopiero w połowie. I potem znowu zapomniała i znowu sobie przypomniała i tak w kółko. 
 Poza tym między Martel, a Bunuelem istnieją trzy zasadnicze różnice. Po pierwsze Bunuel był oryginalny. Po drugie, o czym już napomknęłam, był w tym konsekwentny. A po trzecie te wszystkie  działania w "Dyskretnym uroku burżuazji" miały, jakiś sens. Do czegoś prowadziło, coś dawało temu filmowi. Natomiast w "Zamie" to powtarzanie scen, zabawa z dźwiękiem lub sposobem zachowania aktorów nie prowadzi do niczego. Sztuka dla sztuki, która nawet nie jest sztuką. 
Jednakże muszę przyznać, że sama forma nie jest w tym filmie najgorsza. Gorsza jest jej treść, a raczej jej brak.  
Z początku seansu "Zamy" wydawało mi się, że wbrew opisowi fabuły będzie to film o męskim kryzysie wieku średniego. Ot, podstarzały tytułowy Zama. Żyjący w małej nic nieznaczącej placówce w hiszpańskich koloniach w Ameryce, uświadamia sobie, że jego życie nie potoczyło się do końca tak, jakby chciał. Nie zrobił kariery, nie dorobił się majątku,  a  w pogoni za tymi dwiema rzeczami utracił to, co w życiu najważniejsze, czyli żonę i dzieci. Świadom tego próbuje różnymi sposobami wydostać się z tego zaklętego koła, w jakim się znalazł. Czy z braku szczęścia, czy czegoś innego upragniony awans nigdy nie przychodzi. Zamie natomiast albo brak odwagi, albo wstyd  uniemożliwiają rzucenie wszystkiego i wrócenie do rodziny. Tak, więc tkwi w jednym miejscu pogrążony w marazmie i w stanie bliskim depresji. 
Jakby Martel trzymałą się tej koncepcji "Zama" mógł być naprawdę dobrym filmem, a tak wyszło nie wiadomo co. Niby próbuje krytykować system hierarchiczny, hiszpańskie imperium, tradycyjnie pojmowaną męskość, kolonializm itp. Ale robi to zupełnie nieudolnie. "Zama" prezentuje się tak, jakby pani reżyser naoglądała się(I zapewne tak było), starego, cenionego europejskiego kina. I postanowiła zrobić coś takiego samego. Tylko że papugując wielkie nazwiska europejskiej kinematografii, zapomniała co tak naprawdę w tych produkcjach było ważne. "Zama" jest przez to zwykłą wydmuszką, a nawet nie wydmuszką co zwykłym paździerzem. I to paździerzem najgorszego gatunku, bo mającym intelektualne pretensje. 
Podsumowując zdecydowanie nie polecam. "Zama" to jeden z wielu filmów, które mają ogromne chęci zapisania się  w historii kinematografii, a jednocześnie nie posiadające ani grama pomysły czy polotu.  

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza