.

.

poniedziałek, 10 kwietnia 2017

Luźne pogadanki: Ustawa o jednolitej cenie książki oraz dlaczego Polacy nie czytają?



Jak zwykle spóźniona przychodzę do was ze sprawą, która około trzech tygodni temu wstrząsnęła książkową społecznością - Ustawa o jednolitej cenie książki. 
Do napisania tego wpisu zainspirował mnie poniższy fragment tejże ustawy, który chce z wami przeanalizować oraz wtrącić swoje trzy grosze. 

“Mając na względzie potrzebę ochrony książki jako dobra kultury, zapewnienie jej szerokiej i stałej dostępności na terytorium kraju, zapewnienie urozmaicenia dostępnej oferty czytelniczej, propagowanie czytelnictwa jako narzędzia rozwoju intelektualnego i kulturalnego jednostki i skutecznego sposobu budowania kapitału społecznego oraz wspieranie różnorodnej i ambitnej twórczości literackiej, a także stworzenie ram dla funkcjonowania krajowego rynku książki, w tym umożliwienie budowania zróżnicowanych sposobów dystrybucji przy jednoczesnym wspieraniu księgarni jako miejsc upowszechniania kultury (…)” 



Nie przedłużając:

Błędem jest myślenie, że ta ustawa zapewni szeroką oraz stałą dostępność do danej książki, ponieważ wydawnictwa nie będą ryzykować strat. Bądźmy szczerzy większość ludzi w naszym kraju nie ma pieniędzy, więc stała cena książki, która niska nie będzie, (Chociaż próbują nam to w mówić) będzie odstraszać. Konsumenci będą woleli wydać tę kasę na książki, których są pewni. Dlatego księgarnie będą zapełnione Mrozem, Bondą, Maas, Clare oraz Martinem. 
Żeby nie było wszystkich powyższych autorów bardzo lubię i cenię, ale chciałabym mieć dostęp do książek, które z powodu debiutującego pisarza nie osiągną takiego sukcesu. Nasi rodzimi, początkujący autorzy będą mieli jeszcze ciężej wydać swoją książkę. 
Nie muszę chyba wspominać, że będzie także więcej bubli pokroju "50 Twarzy Greya". 
Do kosza możemy wrzucić już kolejny cytat z powyższego fragmentu: 

"Zapewnienie urozmaicenia dostępnej oferty czytelniczej" 

Nie powiem przydałoby się  urozmaicenie obecnej oferty, jaką serwują nam wydawnictwa, ale zastanówmy się, dlaczego jest jak jest. 
Ludzie w Polsce nie czytają. 63% Polaków nie sięgnęło w 2015 roku po żadną książkę. 

Znalezione obrazy dla zapytania czytanie książek demotywatory


Tu leży pies pogrzebany, jeśli nasi rodacy zaczną czytać tak jak Skandynawowie czy Francuzi wszystkie bolączki gnębiące Polski rynek książki i czytelników znikną. 
No właśnie Polacy nie czytają, a dlaczego?


Znalezione obrazy dla zapytania lektury szkolne demotywatory


Sytuacja wygląda jak wygląda  głównie przez dwa  czynniki: Szkoła oraz brak "kultury czytania" w naszym narodzie.

Kanon jest przestarzały, a sposób, w jaki przerabiane są lektury woła o pomstę do nieba.
Każdy odbiera jakąś książkę inaczej. Dla jednego "Wichrowe wzgórza" są arcydziełem, dla innego kompletną chałą. Nie ma w tym nic złego. Świat jest piękny, ponieważ jest różnorodny. Niestety parę osób na górze o tym zapomniało.

Osoby broniące lektur szkolnych używają głównie jednego argumentu:  "Kanon trzeba znać, a nie go lubić".

No właśnie nie.

Nie ma czegoś takiego "trzeba znać", ponieważ  nie istnieje i istnieć nie będzie tak inteligentna osoba, która będzie w stanie ustalić ten "właściwy kanon".
Jedna osoba będzie twierdzić, że w kanon powinien zostać, jaki jest. Ktoś inny stwierdzić, że w spisie lektur powinna się znaleźć powieść "Zabić drozda"  i wraz z omawianiem tejże lektury poruszyć temat rasizmu. Jeszcze ktoś inny stwierdzić, że w kanonie powinna znaleźć się literatura faktu. Dla kolejnej osoby w spisie powinny pojawić się młodzieżówki pokroju "Igrzysk śmierci". Jakaś osoba może też stwierdzić, że w kanonie powinna panować duża różnorodność, żeby każdy uczeń mógł znaleźć coś dla siebie. Powszechnie wiadomo, że obecnie zupełnie są pomijane kryminały, thrillery, a fantastyka jest potraktowana po macoszemu.

Jaki jest sens czytania czegokolwiek, jeśli ani cię to nie cieszy, ani nic z tego nie wynosisz?

Jeśli  za szczepimy u dorosłych, dzieci miłość do książek to prędzej czy później sięgną po klasykę. Taka jest kolej rzeczy "Od Chotomskiej do Szymborskiej".

Znalezione obrazy dla zapytania lektury szkolne demotywatory

Wracając do ustawy. Jednym z wymienianych powodów jej wprowadzenie jest chęć ratowania małych, rodzimych księgarni. Brzmi szlachetnie, prawda? Tylko nasuwa mi się teraz pytanie: Czy, aby na pewno wszystkie małe księgarnie warto jest ratować? 

W mieście obok, którego mieszkam były dwie księgarnie. Były, ponieważ jedna została zamknięta.  Została zamknięta, ponieważ straciła główny, jeśli nie jedyne źródło utrzymania - szkolne podręczniki. Nigdy nie widziałam tam innych książek niż repetytoria oraz ćwiczenia do szkoły. Druga zamiast tego jest pełna encyklopedii, atlasów, lektur, ale także literatury niszowej. Jeśli nie mają czegoś na stanie to w większości przypadków to zamówią. 
Krótko mówiąc oczywiste jest, kto będzie prosperować, a kto nie.
Nie wiem jak jest w innych miastach, ale spora część księgarni wygląda tak jak ta pierwsza w moim mieście. 


Ten post jest zupełnie chaotyczny, ale zawiera wszystko, co mnie względem tych dwóch tematów, które są mniej więcej ze sobą powiązane irytuje. 
Reasumując (Błyskotliwie nie będzie) dla rynku książki najlepszym ratunkiem, będzie to, że  ludzie zaczną czytać, a żeby zaczęli czytać trzeba podjąć wiele różnych kroków na wielu różnych płaszczyznach (Zaczęłam gadać jak Szydło). 

Polecam obejrzeć te ostanie 3,5 minuty filmiku Czytacza -  link, ponieważ ma rację. Obecny i poprzedni rząd usilnie starają się ogłupić społeczeństwo. Świetnymi przykładami są  poziom naszej telewizji oraz trzymanie się Pruskiego systemu edukacji.

Według mnie jeśli wszystko będzie iść w takim kierunku jak teraz będziemy mieli cenzurę jak za komuny. 

3 komentarze:

  1. Ja też uważam, że rynek broni się sam. U nas są też księgarnie z książkami do czytania. Dużo literatury wspomnieniowej, ale i hity. No i są księgarnie z podręcznikami. Wydaje mi się, że klienci wirtualni raczej nie przerzucą się na kupowanie tradycyjne.
    Jakiś czas temu słuchałam w telewizji rozmowy o czytelnictwie w Polsce i Czechach. Pani powiedziała, że tam się czyta i posiada książki (w Czechach), bo to naród o tradycjach mieszczańskich, a u nas inteligencję wybito na wojnach. Spora część miast to ddugie pokolenie ze wsi. A na wsi nie było tradycji posiadania książek. Jak obserwuję to, to powoli się to zmienia, ale od 'pieluch'. Już jest wielu rodziców wprowadzających dzieci w świat książek i gier planszowych. To z nich wyrosną czytelnicy.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jeśli ta ustawa wejdzie w życie, to ja w przeważającej ilości będę czytać ebooki. I tak obecnie często je kupuje. A jeśli będę kupować coś stacjonarnie, to nie będę tego robić w małych księgarniach, tylko prawdopodobnie nadal przez internet lub jeśli akurat będę w jakiejś galerii, to przy okazji wstąpię do Świata Książki lub Empika. Dawniej mieszkałam w małej miejscowości, w której nawet księgarni nie było. To znaczy, były dwie, ale miałam podobną sytuację jak Ty - były w nich tylko podręczniki i artykuły szkolne i nic więcej.
    Mówi się, że dzięki ustawie będą wydawane większe ilości mniej popularnych książek :/ Jakoś w to wątpię. Tak jak piszesz, księgarnie będą wypełnione popularnymi i bezpiecznymi autorami - samymi bestsellerami.
    Pozdrawiam!
    houseofreaders.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Chyba jeszcze u Ciebie nie byłam, ale na pewno wpadnę tu nieraz ;)
    No cóż, najbardziej irytuje mnie podejście typu: "To trzeba znać", bo co? Bo kilku znawców tak powiedziało? Bo kilku znawców stwierdziło, że to wspaniała lektura? Oczywiście, bo nikt nie ma własnego gustu i będzie się kierował gustem innych, jasne.
    No cóż, a propos ustawy - jeżeli wejdzie, to najwyżej przez rok nie będę kupować ksiażek i już. Komunistyczny wytwór, w którego dobre intencje nie wierzą nawet pomysłodawcy. Mamy ratować mniejsze księgarnie? Super, ale czy to czasem nie jest konkurencja?Wprowadźmy też stałą cenę u fryzjerów, w piekarniach i innych takich.
    Brak słów.

    OdpowiedzUsuń